Kwiaty, motyle, jednorożce i tęcze, do licha!

Zdarzają się człowiekowi takie chwile, kiedy w intensywnej pracy potrzebuje każdego dostępnego wsparcia duchowego. Znamy? Znamy!

Z takiej to potrzeby właśnie zrodził się ten bardzo przyjemny notes. Zostałam zaalarmowana mniej więcej tak: słuchaj, mamy w pracy straszny młyn i POTRZEBUJĘ NOTESU. Takiego, żeby miał wszystko: kwiaty, motyle, jednorożce i tęcze. Da się?

Da się! 🙂

Wśród licznych pięknych tapet od niezawodnej Cioci była i taka, która wręcz cała jest silnie ukwiecona w bardzo bujnym stylu. Wśród kwiatów są i motyle – żółciutkie. Co do jednorożców, to miałam wyklejkę, zrobioną do tego, bardzo udanego notesu. Wydrukowałam ją zatem na pasującym, kremowym papierze. Wyszukałam wstążeczki w kolorach występujących na tapecie, dołożyłam żółtą kapitałkę – i może nie zrobiła się z tego cała klasyczna tęcza, ale bez wątpienia bardzo barwny zestaw. Na wszelki wypadek, tęczę narysowałam w środku, razem z jeszcze jednym, wesołym jednorożcem, w sam raz, by się na nią można było natknąć w ferworze licznych prac i uśmiechnąć się na chwilę.

Ogólnie uważam, że naprawdę ładnie to wyszło, schludnie i kolorowo, i bardzo, bardzo optymistycznie.

Osty do wyboru

Na skutek spiętrzonych doprawdy okoliczności tak się jakoś złożyło, że obchodząc jedno z licznych wiosennych świąt mojego Ojca ofiarowałam mu nie jeden obrazek akwarelowy, lecz trzy na ten sam temat, do wyboru.

Tematem tym były osty.

Oset jest częścią naszego stałego, prywatnego żartu i w ogóle już między nami obrósł w znaczenia, więc nie powinno dziwić, że padła idea namalowania właśnie tego, a nie innego kwiatu.

Będąc sobą, Ojciec mój oczywiście wybrał najmniejszy i najbardziej niepozorny z trzech obrazków ostowych. Dwa pozostałe mi zwrócił i dlatego każdy teraz może je sobie nabyć na Decobazaar, o tu i tu.

Oczywiście nie byłoby tych obrazeczków, gdyby nie sam Tato, który jest też fundatorem obu moich cudownych zestawów akwareli.

Wiosenne przyjemności

One tak wyłażą powoli! Jest ich oczywiście coraz więcej, ale ja bym chciała, żeby już kwitły… Wiosenne kwiaty są chyba najbardziej optymistyczne, a na pewno najdzielniejsze, i zaraz się człowiek czuje lepiej, kiedy się pokażą.

Ale póki się nie pokażą, mam oto tutaj do pokazania (a w sklepiku do nabycia) malutkie obrazki akwarelowe z kwitnącymi wiosennymi kwiatami. Jest pewna nadreprezentacja żółtych kwiatów, ale to po pierwsze dlatego, że one są TAKIE optymistyczne, a po drugie – sasanki i krokusy mam jeszcze na warsztacie.

Dostałam niedawno od mojego Szalonego Ojca wprost obłędny zestaw przepięknych akwareli, ale te obrazki to są jeszcze moje stare farbeczki wierne – bardzo zresztą dobre, i TEŻ od Szalonego Ojca.

Białe frezje

To nie jest oczywisty kwiat, żeby go tak naprawdę lubić. Frezje się kojarzą z grzeczną wiązanką, w której robią za pachnące uzupełnienie. Ale pewnego razu, będzie może ze dwadzieścia lat temu, zobaczyłam kiedyś na targu frezje w ogromnych pękach, zdumiewająco niedrogie w porównaniu do kwiaciarnianych pojedynczych gałązek. I, ponieważ wybierałam się właśnie do babci na imieniny, kupiłam taki wielki pęk, i potem przez całą drogę żałowałam, że będę musiała się z nim rozstać :). Pomijając to, że pachniały na cały tramwaj – wszystkie głowy się obracały – to emanowały takim subtelnym wdziękiem, wyglądały tak uroczo bez żadnych ozdób ani innych kwiatów, że od tej pory zagościły na stale wśród najulubieńszych moich kwiatów – obok konwalii, piwonii, jaśminu, przebiśniegów…

I są bezsprzecznie eleganckie, co spowodowało, że musiałam pewnego razu koniecznie użyć ich jako wzoru wyklejki do notesu w zamyśle eleganckiego. Problem w tym, że drukarki używamy w domu wszyscy razem z kilku komputerów, więc moje bladoróżowe kartki na wyklejki zostały niechcący wciągnięte już nie pamiętam na jaki to wydruk szkolny któregoś z oburzonych synów, a moje frezje wydrukowały się na białym papierze ogólnym. Oczywiście wydrukowałam na różowo po raz drugi, ale wydruku na białym nie wyrzucałam. I proszę! Wykorzystałam tę pomyłkę w tym oto przyjemnym notesie. Grzbiet ma w czarnej okleinie odzyskanej z mężowskiego firmowego kalendarza, resztę – w okleinie bieluśkiej. Wyklejki są, jako się rzekło, biało-czarne, a papier – popielaty. Do tego biała zakładka w czarne kropki i całość jest bardzo smaczna.

Tak, jakby w monochromatycznej zimie człowiek zatęsknił sobie za zapachem frezji.

Odruchowo bym powiedziała, że notesik jest HOŻY.

No bo tak. W środku jest taki krzepki blok kartek w jasnopopielatym kolorze. Są wyszlifowane dremelkiem na równo, ale kiziato, to znaczy dość grubym papierem ściernym 🙂 Następnie wyklejki i grzbiet – z mięciutkiej, czerwonej okładziny, jak skórkowe buciki, czerwone, do tańca, albo coś takiego. Potem okładka, w papierze – białym, w bukiety kwiatów, niby indyjski wzór, ale nieoczekiwanie wyszedł jakoś tak w stylu Krakowiacy i Górale.

I jeszcze wstążki!

Nie dość, że zakładki (czerwone) są dwie, to jeszcze mi było mało i wkleiłam dodatkowe dwie, do wiązania na kokardkę.

Efekt jest taki, że notes zaraz powinien zapiszczeć „Iiiiiiiiiiii!”, zatupać i odtańczyć taniec ludowy. Z przeproszeniem.

Naprawdę to wszystko wyszło zupełnym przypadkiem. Słowo.

W bonusie – też bardzo hoża czarna Furria, współpracująca dzisiaj ze mną pilnie przy wszelkich pracach polowych:

Z ogródka alienów

Ten notes jest w środku zupełnie normalny – sztywny, biały papier i czarna wyklejka w srebrne, kropkowane kwiatki. Tył też ma względnie normalny, w sztucznej skórce z pewnej torebki. A z przodu jest haft, niby że w kwiatki. Ale to są takie alienowe kwiatki . Haftowałam je sobie w czasie przyjemnego spotkania z przyjaciółkami, stąd ich lekko abstrakcyjne kształty. Czasem fajniej wychodzą hafty cieniutkimi nićmi, ale do tych ewidentnie pasuje gruba, kolorowa mulina. Powstał z tego bardzo przyjemny, nieduży obrazeczek i jeszcze przyjemniejszy notes.

Trochę się bałam klejenia tego haftowanego płótna, bo zawsze jest to ryzyko, że się klej przesączy albo haft będzie wystawał gdzieś nieładnie, ale po bardzo delikatnym nałożeniu kleju pędzlem jakoś to poszło, nic nie przeciekło, nic nie odstaje, a wygląda tak:

Jest dostępny na Decobazaar, gdyby ktoś chciał alienowe kwiatki mieć dla siebie, razem z miłą atmosferą z tamtego popołudnia 🙂

Lawenda

Początkowo notes miał być w ogóle z czym innym, ale wcale mnie nie zdziwiło, że Właścicielka zmieniła zdanie i stwierdziła, że chce lawendy. Lawenda jest dobra. Dla wszystkich – dla nas, bo pachnie pięknie i się Przydaje, i lemoniada pyszna z lawendą – dla pszczół i motyli, i innych owadów (trzeba zobaczyć jak latają całymi brzęczącymi i zachwyconymi chmurami nad naszymi kępkami lawendy).

I dla notesów też jest dobra. Trzeba było ją tylko namalować, bo chociaż oczywiście dałoby się ją też pozłocić, to przecież sedno sprawy polega z lawendą na tym, że jest taka zielono-fioletowa, a niekiedy jeszcze srebrno-zielona.

Wrzuciłam zdjęcie na Instagram, więc tu się już nie powtarzam, ale lawendę malowałam dwa razy: najpierw z pamięci – no, niech będzie, nie wyszła źle, ale coś mi nie leżało. Poszłam więc przed dom, urwałam kilka źdźbeł i wróciłam do stołu. Ha! Pachniało oczywiście jak nie wiem co, ale też i od razu było widać, co narysowałam nie tak: listki za spiczaste, kwiatki ułożone nieco inaczej na łodydze.

Efekt jest taki, a wszystko pachnie lawendą, albowiem oczywiście te urwane źdźbła ususzyłam i wsadziłam między kartki.

Kwiateczki i miód

Używam tego pięknego płótna w kolorze miodu i używam, ale już mi się kończy. Chyba ten notes będzie ostatni na razie, a ozdobiłam go motywem stylizowanych kwiateczków złoconych.

Wszystko to pasuje, bo nawet kartki w tym notesie są żółciutkie jak kaczeńce czy inne jaskry. Do tego wyklejka Pepin z odpowiednim wzorem i w efekcie powstał wyjątkowo słoneczny, sympatyczny notes.

Ma zaokrąglone rogi, co zawsze sprawia mi dodatkową frajdę, ponieważ wykańczam te zaokrąglenia miniszlifierką, a nie ma nic przyjemniejszego dla kobiety niż ryk tego małego, dzielnego silniczka 🙂

Pierwiosnek

. Będzie tylko mały wpis, z małym notesikiem, częściowo dlatego, że przed wysłaniem do Właściciela nie zrobiłam właściwie żadnych sensownych zdjęć.

Ale to jest bardzo przyjemny notesik. Okładkę ma sztywną, obłożoną moją ulubioną skórkopodobną tapetą, a na niej jest naklejony ręcznie malowany obrazek pierwiosnka.

Udoskonaliłam nieco technikę przyklejania tych obrazków i mam WIELKĄ nadzieję, że tym razem nic już odstawać ani się buntować nie będzie!

Duży, duży kwiat

Samodzielne gruntowanie i malowanie płótna do oprawy jest bardzo przyjemną rzeczą. No i jeszcze potem tak się po tym fajnie maluje. A co? Duże kwiaty mianowicie.

Moja mama bardzo lubi śmiałe i duże kwiatowe wzory, w stylu piwonii czy chryzantem (jak przypadkiem nie robię tu nadużyć). W związku z tym mam już automatyczne skojarzenie: Mama = Duże kwiaty.

Więc co mogłoby być na okładce na czytnik dla Mamy Zleceniodawczyni? No oczywiście, duży kwiat.

wp_20161212_12_31_27_pro

wp_20161212_12_31_10_pro

wp_20161212_12_30_49_pro

Jestem zadowolona z tego wzoru, mam nadzieję, że widać, że wyszedł wyrazisty i kobiecy.