Stoliczku, nakryj się

Cały wic z drewnopodobnymi wzorami tapet jest taki, że człowiek z jednej strony ma wielką ochotę zrobić coś takiego drewnianego w te śliczne słoje i w ogóle, nie są to bowiem toporne peerelowskie tapety w, jak to wygląda, odpady drewna budowlanego, lecz jedwabiste i raczej kosztowne, z prześlicznymi dekorami.

Z drugiej zaś strony pozostaje jednak to skojarzenie, że drewniany wzór tapety sam w sobie jest nieco zgrubny. Jak to do licha uczynić subtelniejszym? Wypalić wzoru, jak w drewnie, raczej nie należy. Złocić to jak wół do karety…

Ale można sięgnąć do siateczki, w której spoczywają całe zwoje tasiemek i koronek, nie wiem już, czy po Cioci, czy którejś z Babć… I nakryć nieco ten stoliczek.

Tak zrobiłam. Jasna okleina we wdzięczny, drewniany wzór okazała się ślicznie pasować do szerokiej, nicianej taśmy. Jedyne, co trzeba było zrobić, to zadbać, żeby klej nie przeciekł na wylot i nie spowodował, że te kremowe nici zrobią się brzydko przezroczyste.

Co ja się za to nagłowiłam nad wyklejką! Już byłam w desperacji, kiedy nagle przyszło mi do głowy, że mam przecież zachomikowane papiery z ekoprintami od Nin (Spaceforestart). To było to.

Nie wiem (na razie 🙂 ), czym się te papiery zaprawia do ekoprintów, ale one się robią takie jakby delikatnie mechate. Trudno to wytłumaczyć, ale to nie tylko śliczne odciski liści, ale również faktura papieru! W zdumiewający sposób pięknie uzupełniło to moją okładkę drewnianą z obrusikiem. Teraz notes może posłużyć, bo ja wiem, do zapisywania ulubionych przepisów, albo wklejania etykiet win, albo nawet od biedy, bo to trochę sztywniejszy papier, czasami jakiegoś zdjęcia czy czegoś w tym stylu.

No i leżał mi ten blok zszyty od tak dawna, i czekał na zmiłowanie, i z drewnianą tapetą tak się mocowałam, i w końcu wszystko się dobrze poskładało. Oby więcej rzeczy w życiu zachowywało się nam właśnie tak 🙂

Do nowej pracy

Czasem nowa praca nie jest perspektywą tyleż ekscytującą, ile budzącą pewne wątpliwości, a może i niepokoje. No… często. Oczywiście, wiele jest sposobów, aby się na nowym stanowisku poczuć pewniej, ale moim ulubionym jest taki, żeby te wszystkie nowe rzeczy sobie notować w czymś naprawdę przyjemnym, najlepiej zaś – ręcznie zrobionym notesie.

Niektóre firmy dają nowym różne takie papiernicze, i nie przeczę, że jest to miły gest, ale jednak co ręcznie zrobione, to ręcznie zrobione, i na przykład w moim krótkim korpo-epizodzie wolałam sobie notować w zeszycikach własnego wyrobu, niż w dostarczonym mi kołonotatniku.

Ten notes ma służyć właśnie podobnemu celowi – żeby te wszystkie nowe rzeczy lądowały w czymś ładnym! Papier jest stary, kremowego koloru, wyklejka – błyszcząca i perłowa, a na zewnątrz mamy batikowy wzór na papierze Pepin, w seledynie i czerwieni. Stąd i zakładki są takie zielononiebieskie, i całość w zamierzeniu ma się kojarzyć spokojnie, miło i być jak krzepiące poklepanie po plecach 🙂 Jest spory – trochę mniejszy niż A4, ale nie bardzo ciężki.

A ponieważ ten stary papier miał na dwóch kartkach zaplamiony rożek i nie udało mi się go przyciąć, obcięłam rożki w kształt kocich łebków, ażeby w środku czekało coś żartobliwego.

Po dostarczeniu do właścicielki czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka – otóż chwyciła ona za przybory i dodatkowo sobie ten notes spersonalizowała, kolorując motywy na okładce. Czy może być coś bardziej indywidualnego? Jestem zachwycona – kiedy moje notesy wchodzą w interakcję z właścicielami, kiedy się zmieniają i stają bardziej ich, to jest właśnie TO 🙂

Nieoczekiwane pożytki z zeszłorocznych kalendarzy

Dostałam pod choinkę piękne, piękne papiery – trochę ryżowych i dwa zeszyty papierów Pepin – chińskie i japońskie. Japońskie mnie zaskoczyły, chociaż wydawało mi się, że widziałam dość dużo japońskich wzorów! Te, które mam w moim nowym zeszycie, są śmiałe i wyraziste, i bardzo inne, i w związku z tym szalenie inspirujące.

Mąż mój wyrzucał również – jak to na koniec roku – stary firmowy kalendarz. Jego była firma nie oszczędzała na materiałach i kalendarz był obłożony w śliczną, skóropodobną okładzinę, czarną i mięciutką. Jak już pewnie wie, kto mnie odwiedza, jak widzę nadające się jeszcze do użytku materiały introligatorskie, rzucam się na nie, wybebeszam, sortuję i używam. Od razu mnie się ta czarna nibyskórka rzuciła w oczy.

Brzeg kalendarza miał kwadratowe dziurki – na spiralę. Już-już miałam je odcinać, kiedy nagle! Nagle! Zobaczyłam naraz jednym błyskiem ten brzeg z kwadratowymi dziurkami i jeden z japońskich papierów – taki w ryby i fale, ale czarno-biały i z delikatną siecią w tle. Aha! – pomyślałam błyskotliwie.

Miałam uszyty bloczek papieru, naprzemiennie białego i szarawego eko. Dodałam do tego wyklejki z papieru, który wpadł mi w oko i tego samego papieru postanowiłam użyć na okładkę, ale tak, żeby kwadratowe wycięcia na brzegu pokazywały też ten papier. Normalnie bym oczywiście zlicowała dwa materiały różnej grubości, żeby na okładce były na jednym poziomie, ale nie tym razem! Papier wygląda spod krawędzi, ona się odcina wyraziście, i to jest TO.

Proszę tylko popatrzeć (mnie się strasznie podoba):

Liściasty

Otrzymałam zamówienie od bardzo mi miłej koleżanki, którą podziwiam z całych sił od dawna. Jest niesamowita! Próbowałam to jakoś opisać nie wchodząc w zbyt rozpoznawalne szczegóły, ale nijak mi nie wychodzi, więc musicie uwierzyć mi na słowo 🙂 I dla niej musiałam zrobić coś Specjalnie.

Zażyczyła sobie Ona obrazka z roślinami na okładce, więc właściwie wszystko już zrobiłam tak roślinnie, jak się tylko dało.

Wydrukowałam bardzo liściasto-organiczną wyklejkę na seledynowym papierze. Narysowałam i pomalowałam akwarelami obrazek (zajęło to trochę, ale też jest to może mój ulubiony styl rysowania i każda chwila była przyjemnością). Potem jeszcze w samym notesie, zgodnie z zamówieniem, narysowałam trochę niewielkich rysuneczków, również o przyrodniczej tematyce (może poza myszą-baletnicą, która wprawdzie z fauny, ale kulturowo przetworzonej i nie jestem pewna, czy się liczy).

I jak już było wszystko zrobione, to uznałam, że nie jest jeszcze wystarczająco Jeden Jedyny. I wycięłam osiemdziesiąt listków z kilku rodzajów zielonego papieru, i przykleiłam dookoła obrazka na okładce 🙂

Uważam, że to było Właśnie To.

Zieloności w najciemniejszy dzień roku

Co człowiek może, jak się zrobi tak ciemno? No może zrobić zieloniutki notes.

Składniki na ten smakowity zestaw leżały na moim stole już dłuższą chwilę i w końcu koniunkcje planet zagrały, wiatr powiał z dobrej strony i oto zrobiłam notes zielony, a zdobiony złotą folią. Poszedł na to chyba najpiękniejszy arkusz papieru klajstrowego z tego lata.

Już w jednym notesie wypróbowałam złocenie papieru klajstrowego tak, żeby wyglądał jak marmurowe żyłkowanie. Spodobał mi się ten efekt tak bardzo, że w tym zielonym go powtórzyłam o wiele śmielej i nadal mi się podoba!

W środku jest natomiast kremowy papier – taki troszkę sztywniejszy. Wyklejki tym razem nie odgrywają głównej roli, ale i tak wybrałam dwie przyjemne przypadkowe kartki. Czemu przypadkowe? 🙂 A bo kupiłam w mojej ulubionej hurtowni rzecz wspaniałą, mianowicie przecenione papiery na kilogramy. W naprawdę fajnej cenie mają oni dostępne pozostałości z ryz, a także kartki prawdopodobnie ze skrajnych końców barwienia w masie, bo są przypadkowo cieniowane, albo w obłoczki, albo nierówno farbowane. Ja je uwielbiam, i tak właśnie weszłam w posiadanie brązowego papieru z nierównymi przejaśnieniami. Zachwycające.

Wszystko to złożyło się na bardzo ładny, klasyczny szkicowniczek.

Dżungla z gekonem

Obok notesów z możliwie realistycznymi portrecikami zwierząt zdarzają się czasem sytuacje, kiedy już człowiek nie wyrobi w ten sposób, no nie, no przepraszam, naprawdę. W zamówieniu zwierząt pojawiło się bowiem aż cztery, z czego jedno okazało się być fenomenalnym gekonem.

Takim żółtym.

Do tego dwa czarrrrne koty i piękny pies.

Jak to razem zmieścić na okładce, szczególnie, jeśli wie się również, że przyszła właścicielka jest miłośniczką roślin?

Trzeba to całe towarzystwo ukryć w zieleni, mianowicie.

Zabrałam się za rysowanie. Nawet na etapie czarno-białym to było coś 🙂

Potem wersja kolorowa:

I wreszcie sam notes.

Musiał, no musiał być zielony i tak mi się wydawało, że też by powinien być z okienkiem. Zieloną, piękną okładzinę papierową miałam, okienko wyrzezałam. Do tego specjalnie zrobiona wyklejka – znowu ręcznie odrysowany pędzel w GIMPie, jakie to jest wspaniałe narzędzie doprawdy! Wydrukowana na tym wspaniałym papierze z PaperConcept zrobiła się naprawdę świetna.

No i tak ten notes się ostatecznie prezentuje:

Zimozielony

Z powodu zleceń mam teraz na warsztacie różnorakie okienka i okieneczka, co oczywiście owocuje również pobocznymi pracami, które powstają przy okazji tego tryndu 🙂 Ten notesik jest ofiarą… eee… efektem tej okienności.

Ile razy ja go już przycinałam, to nie zliczę – zawsze jakoś stawiał opór i wychodził krzywo, aż w końcu popatrzyłam na niego zimno i powiedziałam: draniu. Albo będziesz prosty, albo cię potnę jak niszczarka.

I proszę, prościutki jest.

Jest też w zielonym papierze, który zawsze sprawia mi pewne problemy przy oprawie. Już dawno się poddałam jeśli chodzi o używanie do niego kleju CR – tylko klajster – a i tak oszaleć można, bo pokazuje każdą delikatną nierówność czy włókienko na tekturze jakby to było nie wiadomo co, a ja często używam tektur z odzysku i nawet szlifowanie nie zawsze na nie pomaga. Są bardziej wybaczające materiały niż ten papier, ale jaki on ma piękny ten ciemnozielony kolor, jak choinka!…

Okienko w porównaniu z papierem było już banalnie proste, a w okienku narysowałam gałązkę, i zrobił się zaraz klimat ogólnie zimowy. Z piękną wyklejką i śliczną, ciemnozieloną wstążeczką jako zakładką zrobił się naprawdę zgrabny, fajny notesik.

Surowy, ale z frywolnym wnętrzem

Znamy takie typy, znamy! (Z paroma jestem nawet bardzo blisko). Notes też taki zrobiłam.

Znowu sięgnęłam do stosiku mojego klajstrowego papieru. Bardzo mi się on podoba, zwłaszcza w wersji ciemnej, bo np. żółty wyszedł jednak dość jaskrawo i muszę go tonować spokojniejszymi zestawami. Do tego notesu wybrałam jednak fioletowy, drapany w podobne do wikliny prążki. Do tego okleina – biała, płóciennopodobna, już jej użyłam raz i użyję wiele szczęśliwych razy 🙂

Okładka – ze starannie wyklejonymi narożnikami – wyszła właśnie dość surowa (co nie znaczy, że nieładna – naprawdę, ten papier jest bardzo udany!). Zatem na wyklejkę było potrzebne coś… coś figlarnego? Coś weselszego? Coś niepoważnego na pewno.

Przejrzałam swoje papiery i wyszło mi, że najlepiej byłoby wziąć różowy, z batikowym wzorem (Pepin, wzory indyjskie).

I ten notes to jest taki, który zachowuje należytą powagę, ale, no, pod wąsem to się chichra.

Mały żółty

Kolejny z notesów z wykorzystaniem recyklingowanego płótna introligatorskiego. Bardzo mi się ten oliwkowy kolor podoba, jest prawie złoty w określonym świetle, i przetarta faktura jest też szalenie dekoracyjna.

A do tego papier. Dostałam go już dawno od Właścicielki jednego z notesów, wraz z kilkoma innymi pięknymi arkuszami i arkusikami z azjatyckimi wzorami, i tak on leżał, bo co chwila na niego zerkałam a potem mi żal było.

Ale ostatnio się zrobiłam odrobinę bardziej bezwzględna i przyszedł też kres zerkaniu, a papier został wykorzystany do tego oto notesu:

Pudełko z przypadku

Strasznie lubię pudełka, od dzieciństwa zresztą, i od dawna uważam, że robię ich zbyt mało. A to bardzo wdzięczny temat jest. Dlatego się cieszę, że ostatnio jakby ich więcej, i pora je trochę też zaprezentować.

W trakcie pracy nad jednym takim bardzo poważnym pudełkiem (będzie o nim osobny wpis) źle sobie wymierzyłam rozmiar i jeden segment zrobił mi się o dosłownie milimetr za ciasny. Nie wpadajmy jednak w rozpacz, rzekłam sobie. Dorobiłam mu ściankę, dorobiłam wieczko i zrobiło się nieduże, lecz bardzo sympatyczne pudełko. Pasuje do notesu, pasuje i do różnych drobiazgów, a jest caluteńkie złote, obłożone w tapety i okładziny od Cioci (mówiłam już, że mam niesłychane szczęście z Ciociami?) oraz używany już przeze mnie piękny papier Indian Yellow.

Przydał się tutaj także jeden z moich wiernych pomocników w warsztacie – kostka marmuru, pozostała po poprzednich właścicielach domu z instalacji kominka (niestety, kominek mamy częściowo w marmurze). Kostka marmuru jest absolutnym hitem – obciążnik, podstawka pod rozgrzaną kolbę czy pistolet klejowy, kąt w trzech wymiarach, oparcie – wspaniała sprawa, kostka marmuru, a brzmi lepiej niż cegła, która mogłaby spełniać dokładnie te same funkcje 🙂

W każdym razie powstało pudełko, które od razu zdobyło sobie moją sympatię i które wydam między ludzi dopiero jak mi się znudzi patrzenie na te złotości, co może nie nastąpić zbyt szybko.