Osty do wyboru

Na skutek spiętrzonych doprawdy okoliczności tak się jakoś złożyło, że obchodząc jedno z licznych wiosennych świąt mojego Ojca ofiarowałam mu nie jeden obrazek akwarelowy, lecz trzy na ten sam temat, do wyboru.

Tematem tym były osty.

Oset jest częścią naszego stałego, prywatnego żartu i w ogóle już między nami obrósł w znaczenia, więc nie powinno dziwić, że padła idea namalowania właśnie tego, a nie innego kwiatu.

Będąc sobą, Ojciec mój oczywiście wybrał najmniejszy i najbardziej niepozorny z trzech obrazków ostowych. Dwa pozostałe mi zwrócił i dlatego każdy teraz może je sobie nabyć na Decobazaar, o tu i tu.

Oczywiście nie byłoby tych obrazeczków, gdyby nie sam Tato, który jest też fundatorem obu moich cudownych zestawów akwareli.

Portret kota Stefana

Nie chcę tu opowiadać całej historii, bo choć jest piękna, to jednak prywatna, ale w każdym razie dostałam zlecenie: namalować portret kota. Obejrzałam zdjęcia i zamarłam: jakie to zwierzę ma niesamowite oczy! Od razu było wiadomo, że trzeba je będzie naprawdę dobrze przestudiować.

I tak zrobiłam! Do tego niedużego portreciku zrobiłam jakieś ćwierć kilo szkiców, dochodząc w końcu i do takiego momentu, że jeden z tych szkiców wydał mi się sam w sobie całkiem okej (dołączyłam go do zlecenia). Chwyciłam więc za akwarele i z wielkim pietyzmem wzięłam się za malowanie kota Stefana.

Na życzenie właścicielki jeszcze go trochę bardziej napuszyłam, ale zasadniczo portret wygląda tak:

Kartka z sową

Nie jest wcale tak łatwo znaleźć portretowe zdjęcie sowy, zwłaszcza uszatej, na którym nie wygląda ona jak na typowym selfie zrobionym dla beki, ale musiałam takie znaleźć. Sowa miała bowiem ozdobić ręcznie robioną karteczkę, która winszować miała osobie poważnej i nie było mowy o żadnych śmichach-chichach, tylko żeby było sympatycznie i z szacunkiem.

Jest to jedna z przyjemnych okazji, kiedy moja wrodzona niechęć do wyrzucania nawet niewielkich kawałków pięknych papierów okazuje się jednak nie być taką okropną wadą: z niedużych, odciętych pasków, jakie przechowuję skrzętnie w warsztacie, da się idealnie skomponować kartkę. Użyłam jako bazy uroczego, brązowego kartonika z chmurkowatymi skazami (uwielbiam ten papier i jego przypadkowość), a sowa została namalowana akwarelami, wycięta i przyklejona na wierzch 🙂

Tak to wygląda:

Wszędzie pies!

Bardzo lubię entuzjastów, i lubię coś dla nich robić. Wśród nich zaś entuzjaści zwierząt zajmują miejsce poczesne. No trzeba być naprawdę przejętym, żeby zamówić dwa notesy oraz obrazek ze swoim psem! Nic więc dziwnego, że zabrałam się do roboty z równym przejęciem i zadowoleniem.

Obrazek poszedł na pierwszy ogień, choćby po to, żeby lepiej przestudiować Obiekt 🙂 Czarujące spojrzenie, wdzięczna poza – no, te rzeczy 🙂

Następnie zarysowałam kolejne kartki studiami na temat, żeby w końcu przenieść najlepsze rysunki na folię do złocenia.

Same notesy miały mieć kolorowe kartki, ale przyznam, że jak tylko usłyszałam „kolorowe” to zaraz stwierdziłam, że może to dotyczyć tak w ogóle całości. Tym bardziej, że mam naprawdę bardzo piękne płótno introligatorskie w żywych kolorach, które mi świetnie pasowały do tych kolorowych kartek. I tak jeden notes ma ogólnie tonację zieloną, a drugi – płomienistą 🙂 Wyklejki do tego doszły mojego projektu – w kuleczki oraz w mniszki – i oto efekt końcowy całości jest taki:

Wiosenne przyjemności

One tak wyłażą powoli! Jest ich oczywiście coraz więcej, ale ja bym chciała, żeby już kwitły… Wiosenne kwiaty są chyba najbardziej optymistyczne, a na pewno najdzielniejsze, i zaraz się człowiek czuje lepiej, kiedy się pokażą.

Ale póki się nie pokażą, mam oto tutaj do pokazania (a w sklepiku do nabycia) malutkie obrazki akwarelowe z kwitnącymi wiosennymi kwiatami. Jest pewna nadreprezentacja żółtych kwiatów, ale to po pierwsze dlatego, że one są TAKIE optymistyczne, a po drugie – sasanki i krokusy mam jeszcze na warsztacie.

Dostałam niedawno od mojego Szalonego Ojca wprost obłędny zestaw przepięknych akwareli, ale te obrazki to są jeszcze moje stare farbeczki wierne – bardzo zresztą dobre, i TEŻ od Szalonego Ojca.

Daleko stąd – ciąg dalszy :)

Te trzy obrazki, o których niedawno pisałam? Pojawił się kolejny. Ten z drzwiczkami w drzewie, ale trochę większy i nieco bardziej skomplikowany, sprawił mi dodatkową przyjemność wyzwaniem w postaci markowanej rameczki. Obrazek ma być przyklejony, nie powieszony, więc musiał pozostać lekki. Zamiast rameczki wycięłam zatem wąską obwódkę ze sztywnego, złotego kartonu, tnąc na tacce o kratkowanej powierzchni, żeby temu złotemu dodać nieco faktury.

Takie to coś powstało i już może służyć jako codzienny, drobny element koniecznego eskapizmu.

Daleko, daleko stąd!

Czytanie może być przyczyną wielu groźnych przypadłości, a najbardziej oczywiście groźna pomiędzy tymi przypadłościami jest (przynajmniej dla tyranów i osób pozbawionych wyobraźni) możliwość popadnięcia w eskapizm.

Nie kto inny, a słusznie wielbiony, szanowany, a przez niektórych nawet posądzany o świętość, J. R. R. Tolkien, uważał, że eskapizm nie jest niczym złym, a wręcz stanowi obowiązek, tak jak obowiązkiem żołnierza jest ucieczka z niewoli.

Powiedzmy sobie szczerze, jedyne osoby, które eskapizm krzywdzi, to te, które chciałyby zamiast iluzyjnych uniwersów znaleźć się jako jedyny obiekt uwielbienia w centrum świata eskapisty. A ich nie żałujemy.

Ale oczywiście w próżni się nie żyje, coś też trzeba zrobić, a ja akurat prosto z zaczytania zrobiłam te oto trzy obrazeczki – ewidentnie krajobrazy Chmurokukułczyna czy innej tam Nibylandii.

Akwarelowe

Pisałam już o CraftPap – i wciąż mam go całkiem sporo, i absolutnie nie planuję zaprzestać z niego robić różnych detali do notesów. Można w niego oprawiać twarde, tekturowe okładki jak w skórę czy płótno, ale ciągle mi się tak bardzo podobają miękkie okładki z samego CraftPap, i tym razem chcę pokazać notesy tak właśnie oprawione, pomalowane akwarelami.

Trochę wciąż kombinuję z wykończeniem takich notesów – mimo że szyte jak do twardych opraw, niespecjalnie mi się widzą z normalnymi kapitałkami czy zakładkami, wypróbowałam więc różne rodzaje wykończenia – wstążką, pętelką, kapitałką. Nadal nie wiem, która wersja podoba mi się najbardziej, ale może wymyślę jeszcze co innego?

Samo malowanie akwarelami to na tym materiale czysta frajda – właściwie można robić co się chce. Efekty są bardzo ciekawe i na pewno będę wypróbowywać kolejne pomysły.

W każdym razie – oto pierwsze akwarelowe notesiki.

Fantastyczne rośliny i jak je znaleźć

Plewienie ogrodu jest bardzo przyjemnym zajęciem. Wprawdzie muszę to robić w rękawiczkach, maseczce i kapeluszu, uważać na słońce i w ogóle zachowywać liczne nudne środki ostrożności, ale bardzo, bardzo lubię plewić. Na pewno mi to dobrze robi – zaraz się człowiek wzmocni, jak tak sobie powyrywa chwasty i poprzekopuje ziemię.

Poza tym – lubię rośliny od zawsze. Chwasty też, właściwie, wyłączając obmierzły podagrycznik, bo ze wszystkim innym jakoś się idzie dogadać. I lubię też rośliny fikcyjne. Takie, które mi pokazują – w filmach i w grach – i takie, które muszę sobie sama wyobrazić; takie, które są zupełnie zmyślone, i takie, które są nieprawdziwymi odmianami znanych mi gatunków prawdziwych; takie, które tylko udają fikcyjne, a tak naprawdę są pospolitymi roślinami w realu, i takie, które udają te znane, a są kosmicznie odmienne. I pomyślałam sobie, że mogłabym sobie narysować trochę fantastycznych roślin – a potem, że nie zaszkodziłoby też je podkolorować – i tak się zrobił cały projekt.

Poniżej załączam obrazki – w wersji czarno-białej i kolorowej – które na razie popełniłam (i wrzuciłam już na swojego tumblra, gdzie nie przestaje mnie zadziwiać, które z nich zyskują dziką popularność, a które sobie kwitną w kątku skromnie 🙂 ).