Pod gałęzią

Notes jest niewielki, ale grubiutki – 176 kartek, jeśli dobrze policzyłam, białych, czarnych i popielatych z papieru eko. Wyklejkę ma bardzo przyjemną, w drobne listki, które sama tymi rękami narysowałam wypróbowując nieznany wcześniej program graficzny, który mnie ostatnio wielce raduje, mianowicie Kritę.

A okładka jest z czarnego, pięknego płótna, czarrrrrrrrnego jak kruk w luksusowym wydaniu wierszy Poego. A na okładce jest gałąź narysowana i namalowana, biała, akrylem i tuszem.

Bardzo lubię rysować wszelkie drzewne rzeczy, a gałązki to już zwłaszcza, i aż dziw, że co drugi z moich notesów nie ma wszędzie gałęzi. No cóż – zostało to po części niniejszym poprawione 🙂

Okładka ma gąbeczkową warstwę na tekturze i miło się ugina pod palcami – a to akurat odzyskane z okładki zeszłorocznego, mężowskiego kalendarza z pracy.

Wszystko to z czarną zakładką i już mamy naprawdę wyjątkowo ładną całość.

Liściasty

Otrzymałam zamówienie od bardzo mi miłej koleżanki, którą podziwiam z całych sił od dawna. Jest niesamowita! Próbowałam to jakoś opisać nie wchodząc w zbyt rozpoznawalne szczegóły, ale nijak mi nie wychodzi, więc musicie uwierzyć mi na słowo 🙂 I dla niej musiałam zrobić coś Specjalnie.

Zażyczyła sobie Ona obrazka z roślinami na okładce, więc właściwie wszystko już zrobiłam tak roślinnie, jak się tylko dało.

Wydrukowałam bardzo liściasto-organiczną wyklejkę na seledynowym papierze. Narysowałam i pomalowałam akwarelami obrazek (zajęło to trochę, ale też jest to może mój ulubiony styl rysowania i każda chwila była przyjemnością). Potem jeszcze w samym notesie, zgodnie z zamówieniem, narysowałam trochę niewielkich rysuneczków, również o przyrodniczej tematyce (może poza myszą-baletnicą, która wprawdzie z fauny, ale kulturowo przetworzonej i nie jestem pewna, czy się liczy).

I jak już było wszystko zrobione, to uznałam, że nie jest jeszcze wystarczająco Jeden Jedyny. I wycięłam osiemdziesiąt listków z kilku rodzajów zielonego papieru, i przykleiłam dookoła obrazka na okładce 🙂

Uważam, że to było Właśnie To.

Czerwone kwiaty i dużo malowania

Zapotrzebowanie było jasne. Należało działać szybko, więc zamiast drukowania templatek i ich szycia albo tym podobnych trzeba upolować normalny kalendarz, wyciąć go z okładki, doszyć większą ilość kartek gładkich, a następnie całość dla niepoznaki oprawić na nowo.

Tak zrobiłam. Okazyjnie nabyłam kalendarzyk, wyprułam z niego wnętrze, śliczną okładeczkę odkładając sobie na później. Doszyłam kilka składek białego papieru i wszystko przycięłam do jednego formatu. Ponieważ część kalendarzowa miała różne paski i inne takie z boku bloku, a część biała nie i wyglądało to niespecjalnie ładnie, pomalowałam krawędzie (na zdjęciu wygląda, jakby te paski były nadal widoczne, ale są tylko przy rozłożonych kartkach 🙂 ). A jak tak już malowałam krawędzie, to pomyślałam sobie, że oprawię też w malowane płótno. Akurat miałam kilka arkuszy ręcznie zagruntowanego płótna w sympatycznym brzoskwiniowym kolorze. Aha! Na coś takiego nie można pastelowymi kolorkami, to znaczy można, ale dlaczego, skoro da się też zrobić płomieniste kwiaty?

I takie to płomieniste kwiaty na tym płótnie namalowałam moimi wiernymi akwarelami.

Do tego jeszcze grzbiet z fałszywego zamszu bardzo ładnego, i wyraziste elementy wykończenia – i zrobił się notes z charakterem. I z kalendarzem. Tak to się prezentuje:

Żeby było dużo kotów

Takie zamówienia to ja lubię: tylko żeby było dużo kotów!

Ale czego innego można się spodziewać po kobiecie o hojnej naturze, z domem otwartym na kociość, zamawiającej na dodatek notes dla innej kobiety z temperamentem oraz domem otwartym na kociość? Spiętrzenia kotów, to jest pewne.

Zaczęłam więc od zastanowienia: gdzie do notesu można upchać koty? Na okładkę, rzecz oczywista. Na wyklejkę – no jasne, a najlepiej, żeby to były koty autorskie na tej wyklejce. I może gdzieniegdzie jeszcze w obrębie samego notesu?… No więc po kolei.

Okładkę najlepiej się maluje, kiedy człowiek ją zrobi z CraftPap – nie wiem jak oni tę celulozę prasują czy co z nią robią, ale to jest CUDOWNY materiał do malowania, akwarelami, tuszami, czym człowiek zechce. Tym razem poszłam w tusze: ręcznie robiony galasowy, czarny sklepowy :), złoty i brązowy… stalówka tylko śmigała, pędzelek także, i wkrótce miałam okładkę z leniwymi kociskami, takimi stylizowanymi tym razem.

Zadowolone koty? poproszę od razu dwa!

Wyklejka wymagała nieco więcej zabiegów. Należało namalować kilka kotów oraz kocią łapkę, tuszami i akwarelami, zeskanować, zrobić z nich pędzel do GIMPa, następnie naćkać kotów ile wlezie i wydrukować. Wybrałam wersję czarno-białą, za to wydrukowaną na pięknym, pomarańczowym papierze. Wyszło bardzo fajnie!

Wyklejka w całej okazałości

No i wreszcie należało pododawać tu i ówdzie na kartkach różne przyjazne kocie znaki: a to łapeczki, a to ciekawskie uszka, a to zaglądające zza krawędzi kartki koty 🙂 I jest notes zupełnie wypchany kociością!

Dżungla z gekonem

Obok notesów z możliwie realistycznymi portrecikami zwierząt zdarzają się czasem sytuacje, kiedy już człowiek nie wyrobi w ten sposób, no nie, no przepraszam, naprawdę. W zamówieniu zwierząt pojawiło się bowiem aż cztery, z czego jedno okazało się być fenomenalnym gekonem.

Takim żółtym.

Do tego dwa czarrrrne koty i piękny pies.

Jak to razem zmieścić na okładce, szczególnie, jeśli wie się również, że przyszła właścicielka jest miłośniczką roślin?

Trzeba to całe towarzystwo ukryć w zieleni, mianowicie.

Zabrałam się za rysowanie. Nawet na etapie czarno-białym to było coś 🙂

Potem wersja kolorowa:

I wreszcie sam notes.

Musiał, no musiał być zielony i tak mi się wydawało, że też by powinien być z okienkiem. Zieloną, piękną okładzinę papierową miałam, okienko wyrzezałam. Do tego specjalnie zrobiona wyklejka – znowu ręcznie odrysowany pędzel w GIMPie, jakie to jest wspaniałe narzędzie doprawdy! Wydrukowana na tym wspaniałym papierze z PaperConcept zrobiła się naprawdę świetna.

No i tak ten notes się ostatecznie prezentuje:

Piękne, piękne psy

Dostałam wspaniałe zamówienie – notes przedstawiający dwa setery. Żeby je właściwie sportretować, otrzymałam odpowiednie zdjęcia i zaparło mi dech: jakie one są piękne! Te spojrzenia, ta gracja, no naprawdę zachwycające zwierzęta! Jak umiałam, narysowałam podwójny portret i wtedy doszło do mnie, że one się proszą o okienko.

Wykonałam kilka próbnych ruchów (jak to było widać w poprzednim wpisie) i wykonałam dla pięknych psów okładkę ze ślicznego płótna i równie ślicznej tapety, a do tego dodałam osobiście zaprojektowaną wyklejkę, którą się już chwaliłam tu i ówdzie, i papier gładki i w kratkę.

Notes nie dość, że mnie się podoba i cieszę się z tego, jak go zrobiłam, to jeszcze najwyraźniej spodobał się nowej właścicielce, a więc zamawiająca sprawiła radość dwóm osobom za jednym zamachem… przynajmniej, ale o tym może później.

Na razie proszę się przyjrzeć jak wyszło – i naprawdę mam nadzieję, że widać choć po części, JAKIE TO SĄ PIĘKNE PSY.

Kocie spojrzenia

Dostałam zamówienie na notes – zamówienie tym milsze, że przy okazji odkryłyśmy z zamawiającą wspólne korzenie w fandomie, czyli słynne forum Mirriel. Wykonałam dla niej dwa notesy, z których każdy jest zupełnie inny, a z każdego miałam ogromnie wiele przyjemności.

Pierwszy był prezentem dla przyjaciółki, która jest właścicielką przepięknych kotów, więc zamówienie było na notes koci. Zaproponowałam, że może uda się zrobić notes w TE KONKRETNE koty! (no co mi szkodziło, najwyżej bym nie dała rady). Zasiadłam więc do rysowania, wyciągnęłam akwarele, kredki i tusz i… i okazało się, że pierwszy ze sportretowanych kotów jest absolutnie dziko fotogeniczny i rysowanie go jest przyjemnością.

Potem zabrałam się za drugiego, który jest znowuż kwintesencją kociości: bure, pasiaste futerko jest rysunkową enigmą, napisaną chyba jakimś szyfrem albo co, w każdym razie umordował mnie jak nie wiem i poprawiałam go tyle razy, że obawiałam się że przebiję papier 🙂 Ale poradziłam sobie i z nim:

Tu kicik jeszcze przed ostatecznym poprawieniem pyszczka, więc spogląda trochę z przekąsem

No i w końcu sam notes! Notes miał być trochę gładki, trochę w kratkę (i jest). Znowu użyłam również papierów klajstrowych, a całość zapakowałam w etui w srebrzyste liście.

Wszystko dostało jeszcze wstążeczkę i pofrunęło paczkomatem, o czym wspominam dlatego, że w przeciwieństwie do drugiego notesu udało się to uczynić bez żadnych wybuchów 🙂

A tak wygląda gotowy notes:

Blep

Notesik jest liliowy. W środeczku ma kolorowy papier – niebieski i popielaty. I wyklejkę w złoto-fioletowy, mniej więcej, wzór. I różową zakładkę ma też. Całkiem ładny, nieduży i poręczny, a na okładce ma kota, który robi BLEP.

Internet, jak wiadomo, istnieje po to, żeby było gdzie wklejać zdjęcia śmiesznych kotów. Wśród nich od zawsze poczesne miejsce zajmowały koty robiące BLEP. Polega to na wysunięciu języka na brodę i zestawieniu tego z zaambarasowaną, a w ostateczności durną, miną.

Postanowiłam uczcić ten ikoniczny wizerunek i wykonać swoją wersję – co uczyniłam przy użyciu białego, złotego i czarnego tuszu na popielatym papierze, który dodatkowo pozłociłam folią razem z resztą okładki, i musnęłam akwarelą na różowo w krytycznych punktach (BLEP).

Okrągły obrazeczek nakleiłam na nieco większym kółku z kawałka mojego pięknego klajstrowego papieru, i też musnęłam złotą folią. Nie czułam się w obowiązku stawiania sobie granic.

Wbrew wszystkiemu, notesik wyszedł całkiem przyjemny, a na pewno wyraża on właściwe idee.

BLEP.

Żabka nie chce

Kiedy rysowałam tę żabę (fantastycznie, moim zdaniem, brzmi takie otwarcie), prawie od razu poczułam, że ona jest żabą całkowicie wyluzowaną. Żabą zadowoloną z siebie, ukontentowaną światem i zasadniczo odporną na zło i stres współczesności. Pomyślałam sobie: czy gdybym została zaklęta w tę konkretną żabę, chciałabym zostać odczarowana pocałunkiem pięknego księcia/księżniczki, zależnie od sytuacji?

No raczej nie.

Stąd podpis, tuszem i pędzelkiem, oraz korona.

A potem obrazek leżał sobie ze dwa tygodnie albo i więcej, i czekał na odpowiedni notes.

I to jest ten notes. Notes w zieleniach i szarościach. Notes bagienny 🙂 Duży i solidny, by zmieściły się w nim wszelkie żabie radości.

Popielaty papier (ok. 130 kartek, jeśli dobrze liczę, więc dość kobylasty), zielona oprawka, wyklejka z tapety w liście i kamulce, a do tego wszystkiego – krawędzie pomalowane w zielono-niebieskie odcienie.

Wszystko to z powodu naprawdę zadowolonej żaby.

Próby złote, różne

A ten notes to wyszedł z trzech różnych eksperymentów! Pierwszym eksperymentem był papier, którego użyłam do zszycia bloku – są to naprzemiennie składane kartki białe i kolorowe (no, białe i czarne albo białe i szare), w sześciu składkach z różnymi układami.

Drugim eksperymentem było to, że postanowiłam wreszcie uczciwie się zabrać za to kolorowanie brzegów. Omijając ułatwienia, zawzięłam się i obejrzałam trochę wiarygodnych materiałów na temat barwienia krawędzi kartek na różne sposoby (cicho sza, ale zamarzyły mi się od tego także takie marmurkowe!…). Pomijając na razie pokrywanie płatkami metali, czyli to, jak się to powinno naprawdę robić, znalazłam najlepszy instruktaż i po kilku wstępnych podejściach zrobiłam delikatną, złotawą warstewkę na prążkowanym (z powodu tych kolorowych kartek) bloku notesu. Uważam, że wyszło naprawdę ładnie, nic się nie rozlało, nic nie upaprało i jestem straszliwie dumna.

Trzeci eksperyment, też złoty, polegał na ozdabianiu złotymi (różnymi) farbami i tuszami papieru w kolorze ciemnoszarym, a ponieważ bardzo mi się spodobało, jak to wyszło (tu w wersji z akrylami nakładanymi opuszkami palców), użyłam tego papieru do wyklejek ORAZ do okładki.

Notes jest niewielki, ale po pierwsze cały lśni, a po drugie – jest jednym wielkim zapisem drobnych, lecz przyjemnych sukcesów w nauce. Czy to nie jest miłe? (Furria jest chyba zdania, że raczej irytujące z mojej strony 🙂 )