Z toporem do pary

…następny jest taki notes, ze sztyletem i paskudztwem w kociołku. Format i techniki w zasadzie takie same. Różnica może w tym, że jest nieco grubszy, kolorystyka inna, a na wyklejki wykorzystałam papier klajstrowy, żółciutki.

Na koniec – chociaż tego nie widać – na pierwszej kartce narysowałam jeszcze trupią czaszunię, na życzenie Właścicielki. A co.

Sposobem

Co zrobić, kiedy Pospolitość Skrzeczy? No sprawić sobie notes, wiadomo 🙂

A na szczególnie uciążliwą pospolitość należy mieć dobrą broń. A oprócz tego, jakby broń zawiodła, flaszkę z tym lub owym (trucizna? gorzałka? magiczny napój? :)).

Z tym założeniem został zrobiony ten notes – nieco mniejszy, niż A4, w ciemnoczerwonej okładzinie, złocony folią i z siedmioma zakładkami, żeby rzeczywistość łatwiej było ogarnąć.

Muszę tu powiedzieć, że to mój pierwszy raz z tym typem okładziny. Bardzo fajnie się z nim pracuje, wygodnie i bez problemów, ale złocenie folią jest… zupełnie inne, niż na materiałach, jakich dotychczas używałam i trzeba bardzo uważać, bo mi się kolba ślizga 🙂

Optymizm jest trudniejszy

Muszę powiedzieć, że kiedyś nie doceniałam optymizmu i wydawał mi się on cokolwiek niewyrafinowany (młody był człowiek i mroczny). Dopiero z wiekiem dotarło do mnie, ile optymizm wymaga od człowieka charakteru i wysiłku. Czasami wysiłek wydaje się wręcz kolosalny. I wtedy pomaga, kiedy człowiek otoczy się jasnymi kolorami, harmonią, pogodną atmosferą, a jeśli naprawdę wie, co dla niego dobre, to też i kotami.

Jasne kolory, optymizm i koty to myśli przewodnie tego tu oto notesu. Jest nieduży, bo do torebki, ale myślę, że emanuje całkiem dużą dawką optymizmu.

Po pierwsze, koty. Jest tu wyklejka, którą już raz wykorzystałam na pomarańczowym papierze – tu mamy ją w wersji kolorowej na białym i też wygląda bardzo fajnie. Koty są również na okładce – wyzłocone, skłębione i wesołe.

Po drugie, kolory! Ciepły żółty, niebieski (klajstrowy papier w listki) i różowy (pasek mojego ręcznie malowanego płótna) razem tworzą całkiem wesołe zestawienie.

Po trzecie, przy robieniu notesów na optymizm mnie samej jest od razu bardziej optymistycznie i następuje sprzężenie zwrotne – dobry nastrój włazi między kartki, skąd mruga na mnie, a ja na niego, on się mnoży – te klimaty. Mam wielką, wielką nadzieję, że to się czuje.

Zieloności w najciemniejszy dzień roku

Co człowiek może, jak się zrobi tak ciemno? No może zrobić zieloniutki notes.

Składniki na ten smakowity zestaw leżały na moim stole już dłuższą chwilę i w końcu koniunkcje planet zagrały, wiatr powiał z dobrej strony i oto zrobiłam notes zielony, a zdobiony złotą folią. Poszedł na to chyba najpiękniejszy arkusz papieru klajstrowego z tego lata.

Już w jednym notesie wypróbowałam złocenie papieru klajstrowego tak, żeby wyglądał jak marmurowe żyłkowanie. Spodobał mi się ten efekt tak bardzo, że w tym zielonym go powtórzyłam o wiele śmielej i nadal mi się podoba!

W środku jest natomiast kremowy papier – taki troszkę sztywniejszy. Wyklejki tym razem nie odgrywają głównej roli, ale i tak wybrałam dwie przyjemne przypadkowe kartki. Czemu przypadkowe? 🙂 A bo kupiłam w mojej ulubionej hurtowni rzecz wspaniałą, mianowicie przecenione papiery na kilogramy. W naprawdę fajnej cenie mają oni dostępne pozostałości z ryz, a także kartki prawdopodobnie ze skrajnych końców barwienia w masie, bo są przypadkowo cieniowane, albo w obłoczki, albo nierówno farbowane. Ja je uwielbiam, i tak właśnie weszłam w posiadanie brązowego papieru z nierównymi przejaśnieniami. Zachwycające.

Wszystko to złożyło się na bardzo ładny, klasyczny szkicowniczek.

Podarunki

Jedna z moich absolutnie ulubionych rzeczy jeśli chodzi o robienie notesów dla ludzi, to odkrycie, ile sobie wszyscy dajemy prezentów.

Mnóstwo! I przy ilu to okazjach!

Jest to dla mnie niezwykle pocieszające, zwłaszcza w tych szalonych czasach (z drugiej jednak strony, jakie czasy niby szalone nie były?). Co by się nie działo, wygląda na to, że ludzkość nadal obdarowuje się różnymi rzeczami, a moją wielką radością jest móc w tym uczestniczyć moją pracą. Serio. Strasznie fajne uczucie.

Przykładem jest ten oto notes. Wiedząc, że będzie on podarunkiem, starałam się bardzo żeby jakoś zaszyć i wkleić w niego wszystko, co o obdarowywanej osobie usłyszałam, i wszystko, czego darczyńca (darczyńczyni 🙂 ) jej życzy 🙂 I wydatnie w tym pomógł fakt, że ten papier klajstrowy fantastycznie się zgadza ze złoceniem.

Pasujące etui zawsze jest fajnym detalem dla podarunku, a nauczyłam się bardzo przyjemnego, prostego wzoru od niezawodnego DAI Bookbinding i stosuję już teraz praktycznie dla każdego wysyłanego notesu w twardej oprawie, chyba że wysyłam już bardzo nieformalnie 🙂

Ale ogólnie, czy to nie jest ładny notes? Taki schludny mi wyszedł, z tą uroczą wyklejką i wszystkim. Mam nadzieję, że się spodobał i że będzie dobrze służył miłej osobie.

Czacha bardzo kobieca

Od razu powiem, że to jest notes barrrdzo wypracowany i moim zdaniem udany. Tak to jakoś wychodzi, że ciekawa osoba plus dobre hasło dają razem dobry notes. Zamówienie było zdecydowanie od ciekawej osoby, a hasło streściłabym: czacha, ale optymistyczna i kobieca.

No dobrze.

Po pierwsze, potrzebowałam różowego płótna, a mój ulubiony sklep nie chciał mi go sprzedać, więc je sobie zrobiłam – gruntując barwionym klajstrem płótno i je potem gładząc.

Po drugie, narysowałam większą ilość bardziej umownych czaszek, kości i żeberek, tudzież tą samą kreską – kwiatki, kropki i serduszka, pomalowałam odcieniami różowego i żółtego i stworzyłam z nich pędzel do GIMPa, a następnie – deseń do wyklejki.

Po trzecie, narysowałam najpierw jakieś dwanaście różnych realistycznych czaszek na papierze, potem trzy z nich przerysowałam na folię do wyboru i wreszcie wybrałam jedną do złocenia.

I wreszcie papier – miał być w kratkę, ale też i trochę gładkiego, no to zszyłam.

No i kobieco wyszło i bardzo optymistycznie! Różowo-karmelowa płócienna okładka ze złoconą czachą i wstawką z mojego własnego papieru klajstrowego w kolorze ciemnego różu, wyklejka ciemnożółta w czaszkowo-kwiecisty deseń, a to wszystko w różowym kartoniku. Uważam, że to jeden z moich ładniejszych notesów!

Czarny, fandomowy

Notesik ten bez wątpienia jest Mrhoczny.

Kartki ma czarne. Okładkę też czarną (plus złota zakładka i kapitałki). Okładka na dodatek jest z płótna z odzysku, a więc trochę wytartego i to wygląda jeszcze bardziej Mrhocznie. Na okładce jest czacha. Od dawna chciałam na tym notesie wyzłocić czachę, ale leżał tak samotny i opuszczony, aż została mi z innego projektu (o którym wkrótce) folia z wyrysowanymi czachami i aż się prosiło, żeby jedną z nich wykorzystać właśnie do tego notesiku.

Wyklejka jest w pawie pióra, i nie jest to przypadek, albowiem nawiązuje do postaci nekromanty z jednej z moich ukochanych gier – Dragon Age Inkwizycja. Nekromanta jest czarujący, a na mój notesik zapewne spojrzałby raczej z rozbawieniem – podejrzewam, że to ten typ, co do pisania używałby najdelikatniejszego welinu, chlapiąc po nim winem.

Niemniej jednak, notesik jest Mrhoczny i całkiem przyjemny. Potraktowałam go bardziej jako pewną zabawę niż serio notes, ale wcale nie wygląda źle. O taki jest:

W listki wierzbowe

Nie ma się tu co zgrywać, nie ma co udawać, ten notes został oprawiony w tapetę, której całkowicie legalny odcinek długości około czterdziestu centymetrów ucięłam sobie w sklepie Leroy Merlin.

Co tu dużo mówić, spodobała mi się ona bardzo. Akwarelowe wierzbowe listki w sympatycznych odcieniach indygo, na białym tle, no naprawdę bardzo ładne. Dodałam do tego jeszcze grzbiet z ciemnoniebieskiego płótna, jasnoniebieską wyklejkę i zakładkę i wszystko to poszło na bloczek z kartek w kratkę, który pozyskałam jakiś czas temu, wybebeszając przeohydny notesik w disneyowskie Auta. Uważam, że bloczek na tym jednakowoż skorzystał.

Na płóciennym grzbiecie wyzłociłam folią wzory z podłużnych listków, pasujące do tapety. I powstał absolutnie przesympatyczny, nieduży, subtelny notesik A6, i te listki, no naprawdę, są fantastyczne.

Włamyhobbit opanowany

Nie będę nigdy więcej miękki, mam swoje szczęki! – Podśpiewywałam sobie tę piosenkę, fotografując moje jak dotąd największe osiągnięcie w dziedzinie pudełkowości, albowiem jest to pudełko szczękowe, ze szczelnie zamkniętym grzbietem.

Pewnego razu odwiedzałam rodzinę i od słowa do słowa pokazano mi książkę, którą należałoby ładnie oprawić – szkopuł w tym, że była to książka w klejonej oprawie broszurowej.

Ale jaka książka!

Pierwsze polskie wydanie „Hobbita” mianowicie, z ilustracjami Jana Młodożeńca – prawdziwy skarb dla takiej jak ja fanki.

Wydrukowany na typowym papierze z tamtego czasu – zżółkłym i kwaśnym, niestety – będzie pewnie wymagać jakiejś bardziej zaawansowanej konserwacji, gdyby sobie tego właściciele życzyli, od odkwaszania począwszy. Klejony. W papierowej, zwykłej oprawce. W dobrym stanie, więc nie było powodu, żeby podejmować jakieś drastyczne kroki już teraz. Co za dylemat! Mogłabym, oczywiście, zrobić udawaną oprawę twardą – mogłabym, czemu nie. Ale w ten sposób może naraziłabym dobrze się wciąż trzymającą książkę na obciążenia, których mogłaby nie wytrzymać, a tego bym sobie nigdy nie darowała. Każda inna książka, ale nie ta. No bo Tolkien! Hobbit! Pierwsze wydanieeeeee!

I tak mijał czas, a ja wciąż patrzyłam na tę książkę jak na wyrzut sumienia i nie mogłam się zdecydować, co z nią zrobić. Wreszcie – a nie powiem ile minęło tego czasu, tylko tyle, że mam bardzo cierpliwą i życzliwą rodzinę – postanowiłam podejść do sprawy jak uczciwy bibliotekarz, a nigdy nie przestanę być duchem po części bibliotekarzem, i zanim zapadną ewentualne dalsze decyzje ochronić książkę. Oraz, patrząc od wewnątrz fabuły, schować ją bezpiecznie przed szkodliwymi wpływami smoków, goblinów oraz ewentualnych Włamyhobbitów 🙂 A najlepiej to zrobić przy pomocy dopasowanego, solidnego pudełka.

Więc je zrobiłam.

Korzystając z podpowiedzi niezawodnego DAS Bookbinding, który nawet prostym projektom potrafi dodać szwungu przez swoje drobne wskazówki i sztuczki, zrobiłam pudełko z dopasowanym grzbietem, granatowo-złote, a na wierzchu nakleiłam płócienny panelik z wyzłoconym słynnym inicjałem Tolkiena.

Jestem absolutnie przeszczęśliwa, kiedy tylko spojrzę na zdjęcia tego pudełka. Hobbit! Pierwsze! Młodożeniec! I ja!

Kamieniście

Kamyczki są interesującą fakturą, ale tapeta w kamyczki nie do wszystkiego się nadaje. Zestawianie jej ze wzorami jest ryzykowne, bo łatwo o jakieś wulgarne efekty 🙂 A przyznam, że wzory i ja to nie zawsze my, muszę do wzorów podchodzić ostrożnie i niechętnie je łączę zbyt śmiało.

Ale kamyczki plus ciemnoniebieskie płótno to zupełnie inna historia, a już szczególnie połączone złoconymi kreskami. Strasznie udane są te kreski i cieszę się nimi jak dziecko.

Notes był kiedyś zupełnie innym notesem, ale ładniej go przycięłam, zmieniłam kapitałki i wyklejki (na delikatnie szare, z kreską złoconą, żeby pasowała do okładki) i teraz jest naprawdę przyjemny. Szczególnie że okładzina jest bardzo miła w dotyku, taka ciepła – zupełnie się tego człowiek nie spodziewa po kamyczkach.