Opcjonalna karteczka

Napisała do mnie jedna z moich fantastycznych koleżanek z pytaniem, czy zrobię dla niej kartkę na chrzest dla jednego z bliźniaków. Ale. Nie wiadomo jeszcze, którego! No co za historia 🙂

Biorąc pod uwagę, że do karteczki miał być dołączony prezent, kwestia oznaczenia kartki była jednak dość istotna – ale znalazłam rozwiązanie. Wymyśliłam projekt, poniekąd, niebiański – w bielach i błękitach, myślę, że stosownie, i jedną z chmurek zaplanowałam jako miejsce na imię. Imiona – obydwa – napisałam na samoprzylepnym papierze, w dwóch wersjach do wyboru. I tu kolejny raz przyjemność z kaligrafii – użyłam, powiedzmy, copperplate’a oraz zrobiłam wycieczkę w stronę modern calligraphy, a wszystko to pisakami do kaligrafii w odpowiednio niebieskich kolorach).

W środku znalazła się karteczka do napisania części literackiej – z doświadczenia wiem, że lepiej zrobić osobną, do wklejenia na dwustronnej taśmie, a jeszcze lepiej – z drugą zapasową. Oprócz tego zrobiłam i kopertkę na prezent, nawiązującą do tematu chmurek, i wszystko gotowe!

Zdjęcia zrobiłam, niestety, zanim dodatkowo ozdobiłam jeszcze kartkę srebrnym i białym tuszem, ale myślę, że nawet taka jest ładna, a jej urocza historyjka nadal wywołuje u mnie szeroki uśmiech!

Papiery z połyskiem

Pięknie mi wyschły papiery klajstrowe przez weekend – najpierw na słońcu, potem w prasie. Czułam się przy nich zdecydowanie frywolnie, i stąd dodatek złotego brokatu, a gdzieniegdzie też i farby o miedzianym połysku.

Ograniczyłam się tym razem tylko do parunastu kartek, a chodziło przede wszystkim o uzupełnienie dekoracyjnych papierów w kolorach zielonym i brązowym. Tak z leśna, prawda? I nawet niespecjalnie cudowałam z narzędziami wykorzystywanymi do zdobienia – ot, grzebyk, patyk i czubek palca. Ale efekty są przyjemne dla oka i można już będzie zaraz użyć tych papierów do czegoś mile wakacyjnego.

Notes przewiązany

Najprzyjemniej jest chyba robić notesy, kiedy człowiek ma dużo możliwości zestawiania faktur, tekstur, materiałów i detali i wszystko się tak układa jak powinno, ząbek za ząbek. Dzięki mojej Cioci, właśnie takie możliwości sobie znacząco poszerzyłam, i poniższy notes jest właśnie tak zestawiony z różnych elementów.

Papier w środku ma biały i eko, co już samo w sobie sugeruje pewną eklektyczność 🙂 Więc się nie ograniczałam! Wyklejki są błyszczące, z kafelkowym wzorem. Grzbiet – z wyraźną, trochę korkową jakby fakturą. A reszta okładki – w papierze Pepin z chińskiego zeszytu, pięknego, złotobrązowego w jasne chryzantemy. Nie byłabym jednak sobą, jakbym nie próbowała jeszcze czegoś pokombinować. Rozplanowałam więc jeszcze po wierzchu proste i ukośne wstążeczki – takie same, jak zakładki zresztą – i przykleiłam je pilnie. Zaraz notes nabrał charakteru.

Ponieważ papier eko, jak również tektura beermat, z której skleiłam okładki (warstwowo), są dosyć lekkie, to całość też jest zaskakująco lekka. To naprawdę fajny notes, który aż się prosi ułożyć obok imbryczka z dobrą herbatą, popijać i pisać, pisać i popijać.

Zielony na biurko

Nie przestaje mnie cieszyć ta już seria właściwie notesów, jakie zrobiłam dla przyjaciółki do pracy. Format jest raczej biurkowy, rzecz musi być solidna, ale poza tym każdy jest trochę inny, a ponieważ ten robiłam wiosną – to oczywiście samo się narzucało, żeby był zielony.

Zestawienie zielonych oklein z tym ikeowskim papierem do pakowania nie jest nowe, ale tak mi się bardzo, bardzo on podoba, że pewnie nieraz do niego jeszcze wrócę. Poza tym, to przyjemność kolorować te białe zimowe kwiaty na różne złoto-pomarańczowo-żółte odcienie 🙂

Jak się niedługo przekonacie, nie jest to ostatni notes tego właśnie formatu – kolejne czają się w zakamarkach!

Miedziane gałązki, kolorowe liście

Jednym z moich ulubionych baśniowych motywów są, oczywiście, zaczarowane drzewa, rodzące dzwoneczki, klejnoty i inne dziwności, co może się też łączyć z faktem, że uwielbiam i kolory jesieni, które przemieniają całą przyrodę w coś, co wcale nie stoi daleko od drzew o owocach z bursztynu i tak dalej.

Dlatego kiedy dostałam ten piękny papier japoński od Nin, od razu radośnie zastrzygłam uszami i zaraz sobie wyobraziłam, że liściom na tym deseniu przyrządzę jakieś stosowne gałązki. Tak żeby było niezwykle.

No i są gałązki w kolorze miedzi, namalowane starannie pędzelkiem na płótnie grzbietu (z recyklingu) oraz papierze wyklejek. I zrobiło się trochę magicznie, nie powiem!