Zieloności w najciemniejszy dzień roku

Co człowiek może, jak się zrobi tak ciemno? No może zrobić zieloniutki notes.

Składniki na ten smakowity zestaw leżały na moim stole już dłuższą chwilę i w końcu koniunkcje planet zagrały, wiatr powiał z dobrej strony i oto zrobiłam notes zielony, a zdobiony złotą folią. Poszedł na to chyba najpiękniejszy arkusz papieru klajstrowego z tego lata.

Już w jednym notesie wypróbowałam złocenie papieru klajstrowego tak, żeby wyglądał jak marmurowe żyłkowanie. Spodobał mi się ten efekt tak bardzo, że w tym zielonym go powtórzyłam o wiele śmielej i nadal mi się podoba!

W środku jest natomiast kremowy papier – taki troszkę sztywniejszy. Wyklejki tym razem nie odgrywają głównej roli, ale i tak wybrałam dwie przyjemne przypadkowe kartki. Czemu przypadkowe? 🙂 A bo kupiłam w mojej ulubionej hurtowni rzecz wspaniałą, mianowicie przecenione papiery na kilogramy. W naprawdę fajnej cenie mają oni dostępne pozostałości z ryz, a także kartki prawdopodobnie ze skrajnych końców barwienia w masie, bo są przypadkowo cieniowane, albo w obłoczki, albo nierówno farbowane. Ja je uwielbiam, i tak właśnie weszłam w posiadanie brązowego papieru z nierównymi przejaśnieniami. Zachwycające.

Wszystko to złożyło się na bardzo ładny, klasyczny szkicowniczek.

Czacha bardzo kobieca

Od razu powiem, że to jest notes barrrdzo wypracowany i moim zdaniem udany. Tak to jakoś wychodzi, że ciekawa osoba plus dobre hasło dają razem dobry notes. Zamówienie było zdecydowanie od ciekawej osoby, a hasło streściłabym: czacha, ale optymistyczna i kobieca.

No dobrze.

Po pierwsze, potrzebowałam różowego płótna, a mój ulubiony sklep nie chciał mi go sprzedać, więc je sobie zrobiłam – gruntując barwionym klajstrem płótno i je potem gładząc.

Po drugie, narysowałam większą ilość bardziej umownych czaszek, kości i żeberek, tudzież tą samą kreską – kwiatki, kropki i serduszka, pomalowałam odcieniami różowego i żółtego i stworzyłam z nich pędzel do GIMPa, a następnie – deseń do wyklejki.

Po trzecie, narysowałam najpierw jakieś dwanaście różnych realistycznych czaszek na papierze, potem trzy z nich przerysowałam na folię do wyboru i wreszcie wybrałam jedną do złocenia.

I wreszcie papier – miał być w kratkę, ale też i trochę gładkiego, no to zszyłam.

No i kobieco wyszło i bardzo optymistycznie! Różowo-karmelowa płócienna okładka ze złoconą czachą i wstawką z mojego własnego papieru klajstrowego w kolorze ciemnego różu, wyklejka ciemnożółta w czaszkowo-kwiecisty deseń, a to wszystko w różowym kartoniku. Uważam, że to jeden z moich ładniejszych notesów!

Czarny, fandomowy

Notesik ten bez wątpienia jest Mrhoczny.

Kartki ma czarne. Okładkę też czarną (plus złota zakładka i kapitałki). Okładka na dodatek jest z płótna z odzysku, a więc trochę wytartego i to wygląda jeszcze bardziej Mrhocznie. Na okładce jest czacha. Od dawna chciałam na tym notesie wyzłocić czachę, ale leżał tak samotny i opuszczony, aż została mi z innego projektu (o którym wkrótce) folia z wyrysowanymi czachami i aż się prosiło, żeby jedną z nich wykorzystać właśnie do tego notesiku.

Wyklejka jest w pawie pióra, i nie jest to przypadek, albowiem nawiązuje do postaci nekromanty z jednej z moich ukochanych gier – Dragon Age Inkwizycja. Nekromanta jest czarujący, a na mój notesik zapewne spojrzałby raczej z rozbawieniem – podejrzewam, że to ten typ, co do pisania używałby najdelikatniejszego welinu, chlapiąc po nim winem.

Niemniej jednak, notesik jest Mrhoczny i całkiem przyjemny. Potraktowałam go bardziej jako pewną zabawę niż serio notes, ale wcale nie wygląda źle. O taki jest:

W listki wierzbowe

Nie ma się tu co zgrywać, nie ma co udawać, ten notes został oprawiony w tapetę, której całkowicie legalny odcinek długości około czterdziestu centymetrów ucięłam sobie w sklepie Leroy Merlin.

Co tu dużo mówić, spodobała mi się ona bardzo. Akwarelowe wierzbowe listki w sympatycznych odcieniach indygo, na białym tle, no naprawdę bardzo ładne. Dodałam do tego jeszcze grzbiet z ciemnoniebieskiego płótna, jasnoniebieską wyklejkę i zakładkę i wszystko to poszło na bloczek z kartek w kratkę, który pozyskałam jakiś czas temu, wybebeszając przeohydny notesik w disneyowskie Auta. Uważam, że bloczek na tym jednakowoż skorzystał.

Na płóciennym grzbiecie wyzłociłam folią wzory z podłużnych listków, pasujące do tapety. I powstał absolutnie przesympatyczny, nieduży, subtelny notesik A6, i te listki, no naprawdę, są fantastyczne.

Totalna niedoróbka

Ten notes jest klasycznym przykładem tego, że czasami – czasami po prostu nic nie wychodzi. To znaczy, bloczek jest ładny, kartki równiutkie, zakładka, kapitałki, wszystko okej i właściwie miał on wszystkie dane, żeby być naprawdę ładny. No ale.

Po pierwsze, chciałam spróbować złocenia w trochę inny sposób. Po drugie, złociłam na okładzinie winylowej, odzyskanej z firmowego kalendarza męża, aksamitnie gładziutkiej i jak najbardziej fajnej, ale jednak to plastik. Po trzecie, przycinając okładzinę wcięłam się nieco za głęboko i narożnik ma brzydką rysę. Po czwarte, na wyklejce rozlazł mi się wzór, który akurat nie powinien pod żadnym pozorem być krzywy. I co jeszcze, do licha, i co jeszcze?

Popatrzyłam na złoty napis, który z jednej strony mi się rozlał, a z drugiej przypalił i stwierdziłam, że teraz to już nie muszę się przejmować niczym. Chwyciłam garść ścinków folii do złocenia. Najpierw odrysowałam na największym koło, a potem już jak leci wszystkie łapałam i złociłam – litery, figlaski, spirale, pętle, kółka, linie, krzyżyki, jedne na drugich.

Ostateczny efekt jest na pewno ciekawy, ale zamieszczam go tu tylko po to, żeby można było zobaczyć totalną katastrofę. Zawszeć to coś pouczającego, a na pewno edukacyjnie wartościowego dla mnie samej.

Ryba z wąsami

Jeszcze jeden ze złoconych notesów. Chyba muszę zrobić parę zdobionych inaczej, żeby mi – ale przede wszystkim Czytelnikom – nie zaczęło się ziewać… Ale na razie jeszcze ten jeden.

Oprawiony znowuż w to ciemnoniebieskie płótno i wyzłocony w rybeczkę, notes poniekąd towarzyszy pasji mojego starszego syna do klimatów japońskich. Bardzo mi się podobają wąsate smoki i wąsate karpie w deseniach japońskich i stwierdziłam, że też chcę karpia.

Oczywiście zawsze człowieka ukarze entuzjazm, bo potem musiałam robić te wszystkie łuski i zawijaski, ale za to wyszło ładnie. Wyklejka jest z pięknej, prążkowanej papierowej tapety, papier jest sztywny i kremowy, a wszystko dodatkowo z metalowymi narożnikami.

Wróbel

Gdzieś pomiędzy „wróbelek jest mała ptaszyna” a „dzień wróbli i jasności” fruwają sobie te ptaki, które za mojego dzieciństwa były pospolite jak błoto. Teraz jest ich przerażająco mniej (niestety, jednego przyniósł nawet w paszczy nasz kot). Ale po kilku latach, kiedy nie widziałam ich niemal w ogóle, ostatnio zaczynam rozpoznawać przynajmniej dwie okoliczne bandy! Latają całą hałaśliwą gromadką, kłócąc się i szalejąc między krzakami.

I na notesach też je lubię. Ten notes jest przyjemny, granatowy w płótnie – robię w tych płótnach ile się da, bo to sama przyjemność. Format ma troszkę mniejszy niż A5, poręczny i zgrabny, i jest z białego papieru ze śliczną wyklejką – jedna z moich ulubionych. Wróbelek jest wyzłocony. Ostatnio najczęściej złocę – po prostu dlatego, że to takie przyjemne, a też wydaje się podobać innym.

Dwa liście złączone

Co zrobić, jeśli chce się podarować ludziom notesy jako prezent ślubny? No oczywiście najlepiej dać im zestaw w pudełku. Symbolika jest oczywista – dwie odrębne indywidualności w jednym pudełku, w środku różne, ale z jednego kompletu. Trzeba powiedzieć, że pudełka idą mi coraz zgrabniej, co i dobrze, no bo przecież prezent ślubny powinien jakoś wyglądać.

Motywem przewodnim były liście dębu i chmielu – bardzo mi się to spodobało, chociaż dopiero pracując nad tymi notesami odkryłam, że – doloż moja doloż! – liście chmielu mogą być równie dobrze jedno-, trzy- albo pięcioklapowe. Na jednej roślinie. I kwiaty mają męskie i żeńskie, no ale to już wiedziałam. Bardzo skomplikowane. Całe szczęście, przynajmniej dąb miałam już przestudiowany – to już któryś notes wykorzystujący ten motyw.

Po zarysowaniu tymi dębami i chmielami kilku stron, uznałam, że musi coś przyjść z tego całego rysowania i od razu zrobiłam z tych rysunków pędzel w GIMPie, po czym przy pomocy tego pędzla przygotowałam najpierw indywidualne wyklejki i wydrukowałam na seledynowym papierze.

Następnie dobrałam piękne, ciemnozielone płótno introligatorskie, oraz komplet szkiców na folii do złocenia. Potem opracowałam napisy na grzbiety – pseudonimy państwa młodych. I wreszcie papier. Dla rysującej panny młodej musiał być sztywniejszy, lepszy do rysunków, ale w trzech kolorach, białym, szarym i czarnym. Dla pana młodego – do notowania, z kartkami różnego rodzaju.

Myślę, że wyszło w sam raz, żeby wyrazić dobre życzenia dla nowożeńców – jak mi powiedziano, bardzo pozytywnie zakręconej pary. Tym bardziej i ja życzę wszystkiego najlepszego.

Ups! czyli o nieoczekiwanych zwrotach akcji

Docięłam sobie okleinę płócienną, bardzo ładną – dużo jej ostatnio używam – w ślicznym kolorze ciemnozielonym. I już miałam przyklejać okładkę, kiedy nagle zauważyłam, że Wszystko Mi Się Pomyliło: okleina zamiast mieć zapas na założenie za krawędź, nagle wylądowała jakoś tak, że do krawędzi zabrakło mi kilku centymetrów. A tu już reszta przyklejona, wciórności.

Ale naraz przyszło mi do głowy, że przecież wyklejka jest z bardzo ładnego papieru w zielony wzór – może by tak pomogła mi ta wyklejka? Jak zwykle, zostało mi jej właśnie kilka centymetrów. I w ten sposób powstał notes poniżej – ozdobiłam go złoceniem z drzwiczkami do hobbiciej nory, motyw, który bardzo lubię i który w różnych odmianach często stosuję.

I dobrze to wygląda z tym paskiem, i jeszcze bladozielonym papierem w środku, i jakbym się nie przyznała tu i teraz, to nikomu by do głowy nie wpadło, że sobie pomyliłam wszystko przy klejeniu.

Cykada

Mówiłam o chrzęszczących stworzonkach, prawda? Jak bym nie spoglądała na nie z rezerwą, są z pewnością bardzo interesujące graficznie.

Wzięłam się więc za cykadę. Owady jakoś tak mniej mnie onieśmielają niż stawonogi powiedzmy. A cykada jest bardzo złożona i ciekawa. Rysowałam ją i rysowałam, i wciąż nie byłam zadowolona, aż w końcu stwierdziłam: a do licha z tym, chwytam się za kolbę, pozłocimy, zobaczymy. I co się okazało? W wersji złoconej cykada wyszła całkiem fajnie. Może po prostu nie było jej pisane, żebym ją dobrze narysowała ołówkiem? Luksusowa bestyjka.

Notes sam w sobie jest przyjemny, nieduży, oprawiony w płócienną okleinę (wciąż tę samą gładziutką). Wyklejkę ma z papieru Pepin, który prawdę mówiąc w tej wersji błyszczącej jest odrobinę za cienki na wyklejki. No ale za to pasował mi wizualnie, więc już jest jak jest.

A cykada rusza czułkami złotymi, o tak: