Papiery klajstrowe, znowu

Piękne one są. Obejrzałam sobie kilka technik i oczywiście zachciało mi się więcej, i zrobiłam ich trochę, i nawet powrzucałam na Instagram, ale niech tu też będą pozbierane razem, bo razem widać, jaka to jest technika – wszystko można zrobić, od w miarę regularnych wzorów po kompletne impresje tudzież Rorschachy 🙂

Tym razem użyłam klajstru ryżowego. Ma on jedną ciekawą cechę – nie trzeba go niczym nabłyszczać. Można przetrzeć woskiem czy irchą, ale wydaje mi się, że nawet i to nie jest konieczne. Przy oprawianiu, kiedy się po papierze przesuwa kostką, wygładza się dostatecznie, żeby powstała piękna, półmatowa, jedwabista powierzchnia.

Eksperymentowałam też z różnymi grubościami papieru, od 80 g czyli zwykłego papieru ksero, aż do 250 (ale ten ostatni, choć przyjemnie się z nim pracuje, jest po prostu za gruby dla większości zastosowań przy moich pracach).

I tak to zrobiłam naprawdę niemało całkiem ładnych papierów! Tak się prezentują:

Drapanie papieru

To nie mój kot, to ja!

Zrobiłam sobie porcję papieru klajstrowego w trzech kolorach – takich, jakich mi w repertuarze najbardziej brakuje, żółtym, różowym i fioletowym. Zapoznałam się z rozmaitymi instrukcjami, w tym ze znakomitego kanału DAS Bookbinding, przygotowałam starannie stanowisko pracy (suszenie – w ogródku, bo dzień był piękny) i zabrałam się do dzieła.

Jaka to jest sympatyczna technika! Prosta jak parasol, a efekty są czarujące. Tym bardziej, że można dosłownie chwycić za cokolwiek, co pod ręką – plastikowy widelec, patyczek do lodów, zmiętą torebkę po chlebie, korek – i ciaprać, ciaprać!

Procedura jest prosta: przygotowujemy klajster (jeszcze muszę poeksperymentować z różnymi skrobiami), mieszamy z nim farbę – ja użyłam akrylowej, zwilżamy papier, malujemy farbowo-klajstrowym glutem, a następnie drapiemy, gładzimy i ogólnie się wyżywamy. Jak nie wyjdzie, można (póki nie wyschnie) szybko wygładzić i zrobić na nowo. Ale trzeba naprawdę się postarać, żeby nie wyszło. Oczywiście, to tak w skrócie, ale naprawdę nie ma tego dużo więcej. A papiery są naprawdę śliczne! Mnie najbardziej podobają się chyba te w prążki, wykonane tajemniczymi szczypcami, do których nikt się nie przyznaje, ale które zostawiła u nas chyba jednak firma cateringowa kilka lat temu, po komunii Kuby, na którą zamawialiśmy do domu obiad. Szczypce są ząbkowane i wzór robił się przepiękny. Ale wklejam zdjęcia, żeby można było ocenić samemu.