Album dla S. <3

To jest album na zdjęcia, który zrobiłam dla mojego bratanka. Śliczne to dziecię skojarzyło mi się od razu z przebudzeniem wiosny i w związku z tym – z zieleniami. Miałam zaś zachomikowany przepiękny papier do pakowania z IKEA, rzekomo świąteczny, ale e tam. Potrzebował on tylko niewielkich zmian – nic, na co nie poradziłyby moje akwarelki, bo nie potrzebowałam białych akcentów, tylko pomarańczowe. Wprawdzie teoretycznie nie ma pomarańczowych ciemierników, a przynajmniej nie widziałam takowych, a tym bardziej jemioła nie owocuje na pomarańczowo… no ale one się prosiły o to. I naprawdę fajnie (w moim odczuciu oczywiście) wyszło zestawienie tych wszystkich zieleni z oranżami i jasnym brązem okleiny na grzbiecie.

Tak to wygląda. Duże to jest, i szyło się trochę uciążliwie (bo po jednej kartce), ale jestem zadowolona.

Drobiazgi i detale

Miniaturki mają w sobie coś takiego, że człowiek się pilnie stara, by nie były mniej starannie wykonane, niż przedmioty naturalnej wielkości. Jakby dodatkowe wyzwanie – zrobię to samo, ale igłą i czubkiem skalpela 🙂 – samo w sobie dodawało człowiekowi skrzydeł! Tym bardziej się ucieszyłam, gdy w rulonie papierów otrzymanych na wymianę znalazłam woreczek malutkich kwadracików pięknego papieru, w sam raz na miniaturki!

Na razie zrobiłam z niego dwie maleńkie książeczki-wisiorki. Jedną z nich mogę od razu zaprezentować, ale, hehe, drugiej nie, albowiem od razu ją zapakowałam na prezent dla mojej siostrzenicy, ucząc się przy okazji, jak się robi pudełko-klejnocik. Ponieważ minęła już okazja, dla której upominek został wykonany, pozwolę sobie zaprezentować zatem i książeczkę, i pudełeczko na takową.

Trzy lalki

To są trzy notesy, które właśnie wczoraj dopłynęły, dofrunęły, dojechały na miejsce przeznaczenia, czyli aż do samych Stanów. Strasznie długo ta podróż trwała i Ann, dla której notesy były przeznaczone, wymieniała ze mną maile pełne obaw.

A notesy są specjalne, co do detalu.

Szmaciane lalki zna chyba cały świat i choć pewnie wszędzie troszkę się różnią, jest w nich coś nieomylnie uniwersalnego. Może chodzi o to, że to takie lalki, które często robi się dla bliskich? Tak na pewno było w przypadku Ann. Jej Mama szyła szmaciane lalki między innymi dla niej i dla jej sióstr, i Ann chciała mieć notesy, które by do tych lalek nawiązywały. Miał tam być także wierszyk, co samo w sobie stanowiło wyzwanie, bo jak tu go dać na okładkę z motywami szycia, z tasiemkami (specjalnie wybrane przez Ann, faliste)… Słowem, wyzwanie.

Ale mi się udało. Lalkę, według zdjęcia, narysowałam i każdy notes ma okienko z jej ręcznie pokolorowaną podobizną. Wierszyka nie haftowałam – uff – tylko namalowałam tak, jakby literki złożone były ze ściegów, na ręcznie barwionym płótnie. Tasiemki przykleiłam i tu i ówdzie przyszyłam dla bezpieczności, chociaż pewnie niepotrzebnie. A motywy lalki – i szpulek nici, i igiełek, i agrafek, i kokardek – wylądowały na wyklejce. Najpierw je narysowałam i zeskanowałam, potem w GIMPie stworzyłam cały wzór, a wreszcie wydrukowane pomalowałam akwarelami, tak, że każdy notes ma wyklejki wyjątkowe.

Nie da się wyrazić słowami, jak barrrrrdzo się martwiłam, czy dość dobrze je potem spakowałam, czy poczty – polska i amerykańska – nie dadzą popalić, czy COVID nie pokrzyżuje planów, czy nie dotrą do Ann wypatroszone przez dzikie władze celne i spleśniałe od morskiej wody… Ale wszystko to już za nami i oto właśnie, nareszcie, lalki będą już mogły swoim właścicielkom przypominać prezenty od Mamy.

Wejść tam nie można, ale jest na pewno…

Można powiedzieć, że jest to jeden z moich najbardziej ukochanych wierszy. W zwodniczo i podstępnie prostym cyklu „Poema naiwne” Czesława Miłosza ten właśnie zawsze do mnie najbardziej przemawiał: „Nadzieja”. I tak sobie pomyślałam, patrząc na kawałek pięknej tapety ucięty w sklepie budowlanym (hehe, jak to brzmi), że przebłyski, krótkie spojrzenia przez uchylone drzwi… to jest to, co można by tym wzorem pięknie opowiedzieć.

Okładka jest w skóropodobnej, miodowego koloru okładzinie, ale są na niej – z przodu dwa, z tyłu jeden – paski we wzór ogrodu, a może lasu? a złote linie po obu stronach każdego z tych pasków wyglądają trochę jak odblask słońca na brzegu framugi. A otworzywszy notes, trafiasz na wyklejki (mój ukochany żółty kolor) pełne drobnych gałązek.

Wiem, że to tak eee… nieproporcjonalnie poetycka interpretacja, ale do licha, wystarczy spojrzeć na ten notes. On jest całkiem niby ogród, kiedy stoisz w bramie 🙂

Wiosenne przyjemności

One tak wyłażą powoli! Jest ich oczywiście coraz więcej, ale ja bym chciała, żeby już kwitły… Wiosenne kwiaty są chyba najbardziej optymistyczne, a na pewno najdzielniejsze, i zaraz się człowiek czuje lepiej, kiedy się pokażą.

Ale póki się nie pokażą, mam oto tutaj do pokazania (a w sklepiku do nabycia) malutkie obrazki akwarelowe z kwitnącymi wiosennymi kwiatami. Jest pewna nadreprezentacja żółtych kwiatów, ale to po pierwsze dlatego, że one są TAKIE optymistyczne, a po drugie – sasanki i krokusy mam jeszcze na warsztacie.

Dostałam niedawno od mojego Szalonego Ojca wprost obłędny zestaw przepięknych akwareli, ale te obrazki to są jeszcze moje stare farbeczki wierne – bardzo zresztą dobre, i TEŻ od Szalonego Ojca.

Society6 – zapraszam w nowe miejsce!

Te wszystkie projekty, wyklejki, obrazki, kiedy już je raz wykorzystam, oryginałów się pozbędę – żeby jeszcze posłużyły do czegoś fajnego, postanowiłam je powrzucać na Society6.

Można tam zakupić różne przedziwne przedmioty z moimi obrazkami/wzorami/ornamentami, a ja otrzymam pewien procent wynagrodzenia. A więc zapraszam serdecznie do mojego kolejnego sklepu – KLIK!

Origami

Należy tu od razu powiedzieć, że lubię zestawienie granatowego z czerwonym. A oprócz tego, papier – z paczki od Nin – jest bardzo, bardzo piękny: w drobne kwiaty i żurawie origami, w żywych kolorach i z delikatnymi, złotymi detalami.

Z tego praktycznie nie dało się zrobić brzydkiego notesu. Trzeba było tylko trzymać się kolorystyki, nie spaprać wykończenia i właściwie to wszystko. On się sam robił. Bloczek był może w nieoczywistych kolorach, ale jak się tak przyjrzeć, wszystko się jak najbardziej zgadzało. Wyklejka – z pięknego, granatowego papieru, na którym złoty rysunek tak się ładnie odcina.

Może to też kwestia samego motywu origami – która to sztuka kojarzy się przede wszystkim ze starannym i uważnym składaniem, precyzją i harmonią – ale zrobiło się to wszystko takie:

Dyskretne jednorożce wędrują daleko

Notes miał być na pożegnanie uczestniczki Ważnego Projektu, lubianej przez współpracowników, której chcieli sprawić coś miłego na pamiątkę (jak ja lubię słyszeć o takich współpracownikach! sama nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, ale musi być przyjemnie nawet się z takimi żegnać, a co dopiero współpracować). Chodziło o to, żeby do tego projektu nawiązywał kolorystycznie, a oprócz tego… żeby zawierał motyw jednorożca. A wszystko to w zdrowym i rześkim tempie.

Muszę się tu przyznać: nieswojo się zawsze czuję, kiedy mam rysować coś koniopodobnego. Zawsze mi wychodzą jakieś dziwne te wszystkie kopyta. No ale słowo się rzekło, kobyłka u płota… Rozłożyłam papierzyska i dalejże ćwiczyć.

Już następnego dnia (uff!) miałam całkiem zabawne motywy jednorożcowe gotowe do zrobienia jednorożcowej wyklejki. Wyklejka to jest fantastyczne miejsce na dyskretne, a zarazem wyraziste okazanie rozmaitych indywidualności, uważam. Człowiek może mieć na swym, powiedzmy, dyrektorskim biurku notes nobliwy i poważny, a w środku, dajmy na to, hasają smoki, koty pokazują zadki, albo wiją się rosiczki-ludojady. Dlatego też motyw jednorożca wśród chmurek powędrował właśnie na wyklejkę.

No i jeszcze miało być nakrapiane po brzegach! W pełni zrozumiałe, ja też uwielbiam nakrapiane brzegi kartek. Ponieważ papier był o dwóch kolorach – biały i granatowy – zdecydowałam najpierw pomalować całe brzegi w odcienie ciemnego różu, a potem nakropić je różowym jaśniejszym, i na koniec dodać trochę białego dla połysku. Jestem zadowolona z tego, jak te brzegu bloku wyszły!

Cała reszta była już tylko grą wyznaczonych kolorów i dobraniem fajnych materiałów. Miałam ciemnoniebieskie płótno, do tego ciemnoróżowe akcenty – i notes, w pudełku ozdobionym inicjałami na chmurce – chmurki są też na wyklejce, i na różowym wykończeniu pudełka, więc wszystko się zgadza – wyszedł naprawdę elegancko, no i z tym wierzgnięciem kopytkami spod okładek.

I tak to jednorożce pogalopowały wesoło w dal (notes naprawdę poleciał całkiem daleko!), a ja mogę po stosownej przerwie na odebranie przez nową Właścicielkę zaprezentować je tutaj.

Na magnesik, niech go!

Niezły jest to notes, tak sam w sobie. Grzbiecik ma w skóropodobnej, jasnobrązowej okleinie, reszta okładki to papier klajstrowy z falistym wzorem, niebiesko-fioletowo-różowym, a wyklejki ma fioletowe z moim wzorkiem. Do tego naprzemienne, biało-szaro-czarne kartki i zapięcie na magnesik.

No i właśnie. Rzadko mi się zdarza, żeby coś w notesie mi stawiało taki opór, jak to zapięcie. Aaaaaaa! Robiłam je cztery razy, a kiedy już zrobiłam, to się popsuło i musiałam sztukować. Ostatecznie, jakoś mi się udało i nie wygląda to strasznie, ale cały czas mam świadomość tej, do licha, heroicznej walki, i nie mogę nie patrzeć na efekt z pewną, jakby to rzec, pretensją.

Ładny i poręczny notes, no nic nie mogę na niego powiedzieć, tylko ten magnesik diabelski!

Miedziane gałązki, kolorowe liście

Jednym z moich ulubionych baśniowych motywów są, oczywiście, zaczarowane drzewa, rodzące dzwoneczki, klejnoty i inne dziwności, co może się też łączyć z faktem, że uwielbiam i kolory jesieni, które przemieniają całą przyrodę w coś, co wcale nie stoi daleko od drzew o owocach z bursztynu i tak dalej.

Dlatego kiedy dostałam ten piękny papier japoński od Nin, od razu radośnie zastrzygłam uszami i zaraz sobie wyobraziłam, że liściom na tym deseniu przyrządzę jakieś stosowne gałązki. Tak żeby było niezwykle.

No i są gałązki w kolorze miedzi, namalowane starannie pędzelkiem na płótnie grzbietu (z recyklingu) oraz papierze wyklejek. I zrobiło się trochę magicznie, nie powiem!