Z ogródka alienów

Ten notes jest w środku zupełnie normalny – sztywny, biały papier i czarna wyklejka w srebrne, kropkowane kwiatki. Tył też ma względnie normalny, w sztucznej skórce z pewnej torebki. A z przodu jest haft, niby że w kwiatki. Ale to są takie alienowe kwiatki . Haftowałam je sobie w czasie przyjemnego spotkania z przyjaciółkami, stąd ich lekko abstrakcyjne kształty. Czasem fajniej wychodzą hafty cieniutkimi nićmi, ale do tych ewidentnie pasuje gruba, kolorowa mulina. Powstał z tego bardzo przyjemny, nieduży obrazeczek i jeszcze przyjemniejszy notes.

Trochę się bałam klejenia tego haftowanego płótna, bo zawsze jest to ryzyko, że się klej przesączy albo haft będzie wystawał gdzieś nieładnie, ale po bardzo delikatnym nałożeniu kleju pędzlem jakoś to poszło, nic nie przeciekło, nic nie odstaje, a wygląda tak:

Jest dostępny na Decobazaar, gdyby ktoś chciał alienowe kwiatki mieć dla siebie, razem z miłą atmosferą z tamtego popołudnia 🙂

Myśli dobrze zabezpieczone

Kolejny z notesów inspirowanych tym pierwszym, ze smokiem, który miał kartki w kratkę oraz gładkie. Ten posunęłam o krok dalej i zrobiłam go z trzech rodzajów papieru: gładkiego, w kratkę i w szeroką linię. Powinno się w nim całkiem przyjemnie prowadzić różnego rodzaju zapiski.

Jest też fajnego formatu: trochę smuklejszy, niż przeciętny zeszyt. Bardzo lubię takie nietypowo przycięte notesy – ostatecznie od tego są ręcznie robione, żeby nie były jak wszystkie, prawda?

Potem dołożyłam okładkę z malowanego na czarno płótna i wyzłociłam na niej rysunek kluczy na kółku, bo tak złożony notes wydał mi się rzeczą wartą dodatkowych symbolicznych zabezpieczeń 🙂 na grzbiecie, nota bene, też ma malutkie złocenia.

Plus wyklejka ze stylizowanym, geometrycznym wzorem, i już jest całkiem fajny, oryginalny notes na bardzo sekretną i skomplikowaną umysłowość. O.

Niby nieudane, ale jakoś się trzyma

Poniżej wklejam zdjęcia notesików, o których niedawno wspomniałam. Oba są ze ślicznego, popielatego papieru, zszytego jak trzeba, i na tym w zasadzie kończą się pozytywne strony. No bo tu krzywo, tu nie docisnęłam, tu nieznany papier mi się skandalicznie pofalował, tu kapitałki źle docięte – a wszystko to jak ręka drgnęła, palce nie dociągnęły i ruch niepewny. Bardzo bardzo irytujące.

No ale. Jeśli się nie wezmę i nie zrobię kilku notesów mniej udanych, to nigdy nie wrócę do robienia bardziej udanych, a ostatnie tygodnie, ku mojemu nieskończonemu zdumieniu, to jeden ciąg pytań, czy już robię notesy na nowo!

Więc nie mam zamiaru załamywać rączek, tym bardziej, że im to z pewnością dobrze nie zrobi, i tak czy inaczej wrzucam ku pamięci te tutaj nowe początki.

Jeden z nich oprawiłam w płótno (grzbiet)  malowane ręcznie na czarno, w cudowny marmurkowy papier (jak wspomniałam, dostałam prezent!) i ozdobiłam FIMO-wym medalionem z Insygniami Śmierci (Harry Potter), do czego zainspirowała mnie nowa Właścicielka jednego z moich notesów. Wyglądałoby to prześlicznie, tym bardziej, że wyklejka jest zjawiskowo piękna, ale oczywiście jak wyżej wspomniano, trochę mnie się rozlazło.

Drugi ma okładkę z dodatkową warstwą cienkiej gąbki, i oklejony jest płótnem malowanym na morsko-zielony kolor. Ma również piękną wyklejkę (papier Pepin wciąż mi bardzo pasuje do wyklejek, pod każdym możliwym względem). Uwaga – to ten notes, który pozłociłam! Mój pierwszy! Co zapewne widać, i nie jest to coś szczególnie korzystnego, ale jestem i tak bardzo zadowolona. Zaś wspomniana kilka wpisów temu zapomniana linia została uzupełniona pędzelkiem i jeszcze dodałam cieniowanie rysunku, co wyszło na dobre całemu ornamentowi.

Jak widać z powyższego, nie tylko perfekcja może przynieść satysfakcję – nawet, po prostu, kroczek naprzód, to zawsze już jest coś!

Klątwa dzikich bestii

– albo po prostu niekończąca się telenowela pt. Próbuję stworzyć jakiś dziki wizerunek, wychodzi łagodna istota, zamiast krwi pragnąca wyłącznie chrupek.

Na Pyrkonie pytali mnie różni ludzie, czy nie zrobiłam aby czegoś z wilkiem (no bo to jak nie Starkowie to Wiedźmini i tak dalej), ale przez jakiś czas nie czułam się na siłach w realistycznych wizerunkach zwierząt w fimo, skoro się również nie czułam zbyt mocna w ich rysowaniu. Aż wreszcie pomyślałam sobie: kobieto, ty? Ty, która nauczyłaś się najpierw nurkować, bo się bałaś pływać? Miałabyś się cofnąć przed płaskorzeźbami tylko dlatego, że rysowanie nie teges? O, nie.

No więc wzięłam się do roboty i okazało się, że wychodzi całkiem nieźle, tylko właśnie… jest ten… niewielki problem… że ten wilk… to mi wyszedł taki… eeee… jakiś udomowiony chyba, a w każdym razie taki… łagodny i przytulny.

Do kroćset. Zawezmę się i jeszcze kiedyś zrobię coś naprawdę, naprawdę koszmarnego.

A wilk wylądował, o, tu, na tym czarnym notesie z czarnymi kartkami. Trochę słabo widać, że medalion jest złoty, ale ogólnie uważam notes za udany.

wp_20161020_11_23_27_pro

wp_20161020_11_23_38_pro wp_20161020_11_23_58_pro

Czary mary

– czyli jakoś tak mnie naszło na mrocznych czarodziejów. Jeden z tych notesów ma wręcz czarne kartki! Bardzo, bardzo mroczne.

No ale na fali baśniowych nastrojów wszystko pasuje; a mroczni magowie to jest coś, co bardzo się przyjemnie modeluje z fimo. Te fałdy i powiewające szmaty to cieniusieńko rozwałkowana masa, potem układana starannie przy użyciu rozmaitych narzędzi. Wydaje mi się, że wyszło to wszystko całkiem ładnie.

wp_20161012_15_06_47_pro-2 wp_20161012_15_07_26_pro

wp_20161012_15_07_05_pro

wp_20161012_15_08_19_pro wp_20161012_15_07_47_pro

 

Mroczne ptaszydło

– oczywiście o tyle mroczne, o ile w ogóle potrafię zrobić coś mrocznego. Nie bardzo, prawdę mówiąc, potrafię. Kiedy rysuję smoki, praktycznie zawsze są sympatyczne z mordki. Potwory wychodzą mi raczej śmieszne niż straszne. I praktycznie jedyne, co mniej więcej mi wychodzi, to możliwie realistyczne szkielety i ich elementy, no bo tego się trochę nie da dosłodzić. Chyba.

Efekt jest taki, że długo się biłam z myślami, co zrobić z dwoma notesami które mają Czarrrrrrrrne Karrrrrrrtki.

Na Pyrkonie pytano mnie o takie notesy, więc stwierdziłam, że dlaczego miałabym nie spróbować? Zrobiłam na razie takie dwa, mniejszy i większy. Obydwa są z 120 g papieru (czyli jak blok techniczny), obydwa w twardej oprawie, i obydwa ozdobiłam ptaszydłową tematycznie fimową galanterią.

Bo w końcu się zdecydowałam na Mroczne Ptaszydła. Dokładnie zaś: za jedno mroczne ptaszydło i jedną czaszeczkę mrocznego ptaszydła. Co więcej, wykorzystałam do nich świecące w ciemności mroczne fimo! Zatem czaszka, jak też i oczy, szpony i dziób ptaka, są świecące 🙂

wp_20160925_17_45_12_pro wp_20160925_17_42_48_prowp_20160925_17_42_36_pro wp_20160925_17_43_26_prowp_20160925_17_43_14_pro wp_20160925_17_43_33_pro

A jak mi jeszcze została wolna chwila, to zrobiłam dodatkową czaszeczkę i ona też świeci. Jeszcze nie wiem, co z nią zrobię, bo jest taka fajna, że szczerze przyznam, że normalnie bym chętnie nosiła ją sobie na łańcuszku albo coś. Zwłaszcza w ciemności.

wp_20160925_17_44_10_pro