Zieloności w najciemniejszy dzień roku

Co człowiek może, jak się zrobi tak ciemno? No może zrobić zieloniutki notes.

Składniki na ten smakowity zestaw leżały na moim stole już dłuższą chwilę i w końcu koniunkcje planet zagrały, wiatr powiał z dobrej strony i oto zrobiłam notes zielony, a zdobiony złotą folią. Poszedł na to chyba najpiękniejszy arkusz papieru klajstrowego z tego lata.

Już w jednym notesie wypróbowałam złocenie papieru klajstrowego tak, żeby wyglądał jak marmurowe żyłkowanie. Spodobał mi się ten efekt tak bardzo, że w tym zielonym go powtórzyłam o wiele śmielej i nadal mi się podoba!

W środku jest natomiast kremowy papier – taki troszkę sztywniejszy. Wyklejki tym razem nie odgrywają głównej roli, ale i tak wybrałam dwie przyjemne przypadkowe kartki. Czemu przypadkowe? 🙂 A bo kupiłam w mojej ulubionej hurtowni rzecz wspaniałą, mianowicie przecenione papiery na kilogramy. W naprawdę fajnej cenie mają oni dostępne pozostałości z ryz, a także kartki prawdopodobnie ze skrajnych końców barwienia w masie, bo są przypadkowo cieniowane, albo w obłoczki, albo nierówno farbowane. Ja je uwielbiam, i tak właśnie weszłam w posiadanie brązowego papieru z nierównymi przejaśnieniami. Zachwycające.

Wszystko to złożyło się na bardzo ładny, klasyczny szkicowniczek.

Dżungla z gekonem

Obok notesów z możliwie realistycznymi portrecikami zwierząt zdarzają się czasem sytuacje, kiedy już człowiek nie wyrobi w ten sposób, no nie, no przepraszam, naprawdę. W zamówieniu zwierząt pojawiło się bowiem aż cztery, z czego jedno okazało się być fenomenalnym gekonem.

Takim żółtym.

Do tego dwa czarrrrne koty i piękny pies.

Jak to razem zmieścić na okładce, szczególnie, jeśli wie się również, że przyszła właścicielka jest miłośniczką roślin?

Trzeba to całe towarzystwo ukryć w zieleni, mianowicie.

Zabrałam się za rysowanie. Nawet na etapie czarno-białym to było coś 🙂

Potem wersja kolorowa:

I wreszcie sam notes.

Musiał, no musiał być zielony i tak mi się wydawało, że też by powinien być z okienkiem. Zieloną, piękną okładzinę papierową miałam, okienko wyrzezałam. Do tego specjalnie zrobiona wyklejka – znowu ręcznie odrysowany pędzel w GIMPie, jakie to jest wspaniałe narzędzie doprawdy! Wydrukowana na tym wspaniałym papierze z PaperConcept zrobiła się naprawdę świetna.

No i tak ten notes się ostatecznie prezentuje:

Srebrny z brzeżkiem

Drobna rzecz, a cieszy – malutki notes, bo została mi obcięta część zszytego bloku, ale nawet taki mniejszy niż a6 może mieć swój wdzięk.

Okładkę ma srebrną po prostu, ale potem tak mi coś wierzgnęło w sercu i stwierdziłam, że muszę koniecznie, ale to koniecznie, wypróbować, co będzie, jak oberżnę jedną krawędź i na to miejsce przykleję papier taki sam, jak na wyklejce.

Nie przewidziałam tylko tego, że na wyklejki zużyłam ostatni kawałek pięknego papieru Pepin w żółto-srebrny wzór i w zamian musiałam użyć podobnego, całe szczęście w identycznej kolorystyce, choć nie z tym samym wzorem.

Podoba mi się! Kleiłam starannie i nic mu nie powinno dolegać, ale będę go jeszcze, drania, obserwowała, żeby się upewnić, że taki niesforny zabieg nie zaszkodził mu na konstrukcję. Ale już teraz wygląda fajnie.

Najpierw zdjęcia sprzed oberżnięcia (rym! rym!):

A następnie po 🙂 :

Piękne, piękne psy

Dostałam wspaniałe zamówienie – notes przedstawiający dwa setery. Żeby je właściwie sportretować, otrzymałam odpowiednie zdjęcia i zaparło mi dech: jakie one są piękne! Te spojrzenia, ta gracja, no naprawdę zachwycające zwierzęta! Jak umiałam, narysowałam podwójny portret i wtedy doszło do mnie, że one się proszą o okienko.

Wykonałam kilka próbnych ruchów (jak to było widać w poprzednim wpisie) i wykonałam dla pięknych psów okładkę ze ślicznego płótna i równie ślicznej tapety, a do tego dodałam osobiście zaprojektowaną wyklejkę, którą się już chwaliłam tu i ówdzie, i papier gładki i w kratkę.

Notes nie dość, że mnie się podoba i cieszę się z tego, jak go zrobiłam, to jeszcze najwyraźniej spodobał się nowej właścicielce, a więc zamawiająca sprawiła radość dwóm osobom za jednym zamachem… przynajmniej, ale o tym może później.

Na razie proszę się przyjrzeć jak wyszło – i naprawdę mam nadzieję, że widać choć po części, JAKIE TO SĄ PIĘKNE PSY.

Zimozielony

Z powodu zleceń mam teraz na warsztacie różnorakie okienka i okieneczka, co oczywiście owocuje również pobocznymi pracami, które powstają przy okazji tego tryndu 🙂 Ten notesik jest ofiarą… eee… efektem tej okienności.

Ile razy ja go już przycinałam, to nie zliczę – zawsze jakoś stawiał opór i wychodził krzywo, aż w końcu popatrzyłam na niego zimno i powiedziałam: draniu. Albo będziesz prosty, albo cię potnę jak niszczarka.

I proszę, prościutki jest.

Jest też w zielonym papierze, który zawsze sprawia mi pewne problemy przy oprawie. Już dawno się poddałam jeśli chodzi o używanie do niego kleju CR – tylko klajster – a i tak oszaleć można, bo pokazuje każdą delikatną nierówność czy włókienko na tekturze jakby to było nie wiadomo co, a ja często używam tektur z odzysku i nawet szlifowanie nie zawsze na nie pomaga. Są bardziej wybaczające materiały niż ten papier, ale jaki on ma piękny ten ciemnozielony kolor, jak choinka!…

Okienko w porównaniu z papierem było już banalnie proste, a w okienku narysowałam gałązkę, i zrobił się zaraz klimat ogólnie zimowy. Z piękną wyklejką i śliczną, ciemnozieloną wstążeczką jako zakładką zrobił się naprawdę zgrabny, fajny notesik.

Podarunki

Jedna z moich absolutnie ulubionych rzeczy jeśli chodzi o robienie notesów dla ludzi, to odkrycie, ile sobie wszyscy dajemy prezentów.

Mnóstwo! I przy ilu to okazjach!

Jest to dla mnie niezwykle pocieszające, zwłaszcza w tych szalonych czasach (z drugiej jednak strony, jakie czasy niby szalone nie były?). Co by się nie działo, wygląda na to, że ludzkość nadal obdarowuje się różnymi rzeczami, a moją wielką radością jest móc w tym uczestniczyć moją pracą. Serio. Strasznie fajne uczucie.

Przykładem jest ten oto notes. Wiedząc, że będzie on podarunkiem, starałam się bardzo żeby jakoś zaszyć i wkleić w niego wszystko, co o obdarowywanej osobie usłyszałam, i wszystko, czego darczyńca (darczyńczyni 🙂 ) jej życzy 🙂 I wydatnie w tym pomógł fakt, że ten papier klajstrowy fantastycznie się zgadza ze złoceniem.

Pasujące etui zawsze jest fajnym detalem dla podarunku, a nauczyłam się bardzo przyjemnego, prostego wzoru od niezawodnego DAI Bookbinding i stosuję już teraz praktycznie dla każdego wysyłanego notesu w twardej oprawie, chyba że wysyłam już bardzo nieformalnie 🙂

Ale ogólnie, czy to nie jest ładny notes? Taki schludny mi wyszedł, z tą uroczą wyklejką i wszystkim. Mam nadzieję, że się spodobał i że będzie dobrze służył miłej osobie.

Na choinkę

Już kilka lat temu spróbowałam tego po raz pierwszy, dla nas do domu i w prezencie dla bardzo miłej nauczycielki, i od tej pory chodziło za mną, że powinnam wreszcie znowu zrobić trochę takich: książeczek – ozdób choinkowych.

No więc kiedy wzięłam się za miniaturki, przy okazji odłożyłam troszkę większe ścinki papierów i zaczęłam przygotowywać odpowiednie rozmiarem książeczki do wieszania na choince.

Różnica technicznie jest taka, że ich tym razem nie szyłam, lecz kleiłam, a zwykle powściągliwy styl oprawek oczywiście tutaj musiał być bardziej papuzi: świecidełka, błyszczące okładziny, złotka. Wstążeczki nie pełnią roli zakładek, ale wieszadełek – chociaż to wciąż te same satynowe tasiemki, których najchętniej używam (muszę jeszcze zrobić zestaw na konopnych sznureczkach albo rafii! zupełnie inny styl, ale wychodzi bardzo ładnie, tak – że się ośmielę napisać – rustykalnie).

No bo czy może być coś milszego, niż ulubione przedmiociki wprost na choince?

Chciwa łapka

Złoty taki notesik, dość klasyczny, w twardej oprawie, w krateczkę, normalny, grzeczny, i nagle coś mnie tak tknęło: przecież to się aż prosi o jakieś wierzgnięcie.

Okienko na okładce miało wzór taki trochę posadzkowy – te arabeski takie są dekoracyjne – i aż się chciało zobaczyć na tej posadzce rozsypany skarb. A jak rozsypany skarb, to i łapkę jakiegoś niedużego smoka, zgarniającą ten skarb. Z takim zamysłem powstał ten niewielki notesik 🙂

Nieznacznie obciąż uszko książką

Zmodyfikowałam nieco miniaturowe książeczki przeznaczone na kolczyki. Żeby zredukować wagę, zrezygnowałam z szycia – klejona nić jednak trochę waży – i dobrałam materiały tak, żeby było lżej, i w ogóle zrobiłam notesiki-kolczyki odrobinę cieńsze.

Wydaje mi się, że nie ma co robić ich mniejszych. 2,2-2,4 cm to jest chyba dobra wielkość, bo na mniejszych już niewidoczne byłyby detale. Zdobienie też trzeba stosować z umiarem.

Ogólny efekt jest całkiem fajny i myślę, że to są dobre tropy. Dalsze eksperymenty z całą pewnością nastąpią, a na razie niechże pokażę najnowsze cztery pary (dostępne na Decobazaar).