Dyskretne jednorożce wędrują daleko

Notes miał być na pożegnanie uczestniczki Ważnego Projektu, lubianej przez współpracowników, której chcieli sprawić coś miłego na pamiątkę (jak ja lubię słyszeć o takich współpracownikach! sama nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, ale musi być przyjemnie nawet się z takimi żegnać, a co dopiero współpracować). Chodziło o to, żeby do tego projektu nawiązywał kolorystycznie, a oprócz tego… żeby zawierał motyw jednorożca. A wszystko to w zdrowym i rześkim tempie.

Muszę się tu przyznać: nieswojo się zawsze czuję, kiedy mam rysować coś koniopodobnego. Zawsze mi wychodzą jakieś dziwne te wszystkie kopyta. No ale słowo się rzekło, kobyłka u płota… Rozłożyłam papierzyska i dalejże ćwiczyć.

Już następnego dnia (uff!) miałam całkiem zabawne motywy jednorożcowe gotowe do zrobienia jednorożcowej wyklejki. Wyklejka to jest fantastyczne miejsce na dyskretne, a zarazem wyraziste okazanie rozmaitych indywidualności, uważam. Człowiek może mieć na swym, powiedzmy, dyrektorskim biurku notes nobliwy i poważny, a w środku, dajmy na to, hasają smoki, koty pokazują zadki, albo wiją się rosiczki-ludojady. Dlatego też motyw jednorożca wśród chmurek powędrował właśnie na wyklejkę.

No i jeszcze miało być nakrapiane po brzegach! W pełni zrozumiałe, ja też uwielbiam nakrapiane brzegi kartek. Ponieważ papier był o dwóch kolorach – biały i granatowy – zdecydowałam najpierw pomalować całe brzegi w odcienie ciemnego różu, a potem nakropić je różowym jaśniejszym, i na koniec dodać trochę białego dla połysku. Jestem zadowolona z tego, jak te brzegu bloku wyszły!

Cała reszta była już tylko grą wyznaczonych kolorów i dobraniem fajnych materiałów. Miałam ciemnoniebieskie płótno, do tego ciemnoróżowe akcenty – i notes, w pudełku ozdobionym inicjałami na chmurce – chmurki są też na wyklejce, i na różowym wykończeniu pudełka, więc wszystko się zgadza – wyszedł naprawdę elegancko, no i z tym wierzgnięciem kopytkami spod okładek.

I tak to jednorożce pogalopowały wesoło w dal (notes naprawdę poleciał całkiem daleko!), a ja mogę po stosownej przerwie na odebranie przez nową Właścicielkę zaprezentować je tutaj.

Na magnesik, niech go!

Niezły jest to notes, tak sam w sobie. Grzbiecik ma w skóropodobnej, jasnobrązowej okleinie, reszta okładki to papier klajstrowy z falistym wzorem, niebiesko-fioletowo-różowym, a wyklejki ma fioletowe z moim wzorkiem. Do tego naprzemienne, biało-szaro-czarne kartki i zapięcie na magnesik.

No i właśnie. Rzadko mi się zdarza, żeby coś w notesie mi stawiało taki opór, jak to zapięcie. Aaaaaaa! Robiłam je cztery razy, a kiedy już zrobiłam, to się popsuło i musiałam sztukować. Ostatecznie, jakoś mi się udało i nie wygląda to strasznie, ale cały czas mam świadomość tej, do licha, heroicznej walki, i nie mogę nie patrzeć na efekt z pewną, jakby to rzec, pretensją.

Ładny i poręczny notes, no nic nie mogę na niego powiedzieć, tylko ten magnesik diabelski!

Miedziane gałązki, kolorowe liście

Jednym z moich ulubionych baśniowych motywów są, oczywiście, zaczarowane drzewa, rodzące dzwoneczki, klejnoty i inne dziwności, co może się też łączyć z faktem, że uwielbiam i kolory jesieni, które przemieniają całą przyrodę w coś, co wcale nie stoi daleko od drzew o owocach z bursztynu i tak dalej.

Dlatego kiedy dostałam ten piękny papier japoński od Nin, od razu radośnie zastrzygłam uszami i zaraz sobie wyobraziłam, że liściom na tym deseniu przyrządzę jakieś stosowne gałązki. Tak żeby było niezwykle.

No i są gałązki w kolorze miedzi, namalowane starannie pędzelkiem na płótnie grzbietu (z recyklingu) oraz papierze wyklejek. I zrobiło się trochę magicznie, nie powiem!

W stronę platanów

Może gdyby za oknem nie robiło się tak wiosennie, z dnia na dzień coraz bardziej, nie kojarzyłoby mi się tak wszystko przyrodniczo, ale skoro za oknem słońce, a w ogródku krokusy, to ten wzór okładziny skojarzył mi się natychmiast z korą platanów, a nie – na przykład – z artisticznie odrapaną ścianą 🙂

Wiosną czy zimą jednakowoż bardzo lubię takie nieporządne wzory (no, porządne też lubię, ale jedno drugiego oczywiście nie wyklucza). I od razu wiedziałam, że jak okładka będzie nieporządna, to cała reszta musi być bardzo porządna.

Na grzbiet wybrałam więc bardzo spokojny, beżowy kawałek płótna ze zrecyklingowanej okładki. Zszyłam papier – mieszany, biały i eko – lnianą, brązową nicią. Na wyklejkę przygotowałam ukochany, żółty papier z Paper Concept, zadrukowany moim własnym motywem akwarelowym (tutaj w wersji bardzo drobnej, więc tylko zasugerowany, za to właśnie porządny wzór). A wszystko zostało wykończone cieniutkim, złotym paseczkiem na styku materiałów okładki. Bardzo lubię ten rodzaj złoceń.

Ze złotą zakładeczką, notes się zrobił – no właśnie, jak rozbłysk światła pod platanami.

Pod gałęzią

Notes jest niewielki, ale grubiutki – 176 kartek, jeśli dobrze policzyłam, białych, czarnych i popielatych z papieru eko. Wyklejkę ma bardzo przyjemną, w drobne listki, które sama tymi rękami narysowałam wypróbowując nieznany wcześniej program graficzny, który mnie ostatnio wielce raduje, mianowicie Kritę.

A okładka jest z czarnego, pięknego płótna, czarrrrrrrrnego jak kruk w luksusowym wydaniu wierszy Poego. A na okładce jest gałąź narysowana i namalowana, biała, akrylem i tuszem.

Bardzo lubię rysować wszelkie drzewne rzeczy, a gałązki to już zwłaszcza, i aż dziw, że co drugi z moich notesów nie ma wszędzie gałęzi. No cóż – zostało to po części niniejszym poprawione 🙂

Okładka ma gąbeczkową warstwę na tekturze i miło się ugina pod palcami – a to akurat odzyskane z okładki zeszłorocznego, mężowskiego kalendarza z pracy.

Wszystko to z czarną zakładką i już mamy naprawdę wyjątkowo ładną całość.

Z toporem do pary

…następny jest taki notes, ze sztyletem i paskudztwem w kociołku. Format i techniki w zasadzie takie same. Różnica może w tym, że jest nieco grubszy, kolorystyka inna, a na wyklejki wykorzystałam papier klajstrowy, żółciutki.

Na koniec – chociaż tego nie widać – na pierwszej kartce narysowałam jeszcze trupią czaszunię, na życzenie Właścicielki. A co.

Notes pełen ptactwa

Ta wyklejka z jaskółkami bardzo mi się podoba. Chociaż niedawno użyłam jej w całkiem udanym notesie, to dwie pozostałe wydrukowane kartki dopraszały się mojej uwagi dość natarczywie, aż w końcu się doprosiły.

Blok jest z niebieściutkiego papieru, więc pasują bez zarzutu. Do tego mamy okładkę w jasnobrązowej okleinie, z wyzłoconą na wierzchu folią jaskółeczką.

Nie wiem, jak kogo, ale mnie coś takiego z miejsca dodaje lekkości myślom, a swobody inspiracjom, jakby te moje jaskółki użyczały im skrzydełek.

Kalejdoskopy

Ten papier jest ciekawy: ma wzór jakby z kalejdoskopu, ale podczas gdy normalnie kalejdoskop kojarzy się człowiekowi raczej z żywymi kolorami, tu mamy stonowane barwy, spokojną tonację. A do tego wzór jest… no sama nie wiem, czy bardziej organiczny, czy bardziej mechaniczny. Czy nie ciekawa sprzeczność?

Trzeba było więc do niego głębokiej czerni jako tła. Tak mi się coś wydawało. A ponieważ właśnie przyszły moje piękne płótna z miłej hurtowni, która nie miała problemu z moim detalicznym bardzo zamówieniem, mogłam jedno z nich, przepięknie czarne, wykorzystać do okładki.

W środku jest pragmatyczna krateczka, ale tym bardziej mi to jakoś tak pasuje. Wyobrażam sobie Użytkownika – człowieka praktycznego i logicznie myślącego, który jednakże lubi sobie czasem spojrzeć na to, jak geometryczne odwzorowania potrafią stworzyć wzory niepokojące i pełne fantazji. Albo przeciwnie, Użytkownika – rozwichrzonego, wolnego ducha, który pragmatyczną krateczkę znieść może tylko pod warunkiem, że towarzyszyć jej będą różne dziwności.

Albo po prostu kogoś, kto chce mieć ładny notes w kratkę. Bo jest ładny, prawda?

Rosnąca potrzeba zielonego

Co tu dużo mówić, zima. Niektórzy źle znoszą listopad i grudzień, ale w listopadzie i grudniu to ja jeszcze mam trochę pary z jesieni. Za to od początku lutego, praktycznie od moich urodzin, zaczynam przebierać nogami i parskać w blokach startowych, żeby już nadeszła ta wiosna! Albo przynajmniej przedwiośnie…

A to płótno, proszę Państwa, jest zieloniutkie jak kwiecień. A do niego – papier Pepin, biały w czerwone kwiaty. A żeby nie było nudno, to na przedzie okładki wycięty z tegoż papieru ornament, wykończony listewką oklejoną tym samym płótnem, co i reszta.

Zaczęłam też z lubością oklejać różnymi adekwatnymi okleinami/papierami końcówki zakładek. Podpatrzyłam ten zabieg u Starszych i Mądrzejszych i bardzo mi się spodobał. Tu zakładkę zdobi także wyklejkowo-okładkowy papier Pepin.

Czerwone kartki, czerwone kartki…

Co tu zrobić fajnego z czerwonymi kartkami?

Próbowałam różne rzeczy do nich dopasować, w końcu zdobyłam się na odwagę i o tak, przykleiłam do bloczku wyklejkę ze złotego kartonu. Pomogło? No niespecjalnie.

Wreszcie mi się jednak udało – w chińskich wzorach papierów Pepin znalazłam taki, który pięknie odpowiada kolorystyce i stylowi i oprawiłam czerwony bloczek ze złocistymi detalami. I już był całkiem ładny notes, kiedy nagle, po wyjęciu go z prasy, doznałam Olśnienia: na tych dwóch zakładkach ze złotej tasiemki IDEALNIE będą wyglądać złote dzwoneczki. I to jeszcze przy tym chińskim papierze.

Więc dowiązałam dzwoneczki pieczołowicie, i przy okazji wymyśliłam, jak zabezpieczyć końcówki supełków, i nagle notesik gwałtownie zyskał na urodzie. Jak to jednak różne drobiazgi mają znaczenie!