Detalem, detalem!

Skończyłam oprawiać ten notes i wciąż czegoś było brak.

Hmm.

Bloczek – jest, przyzwoity. Wyklejka jest, i to motylkowa. Zakładka jest. Okleiny na okładce pasują… no to o co chodzi?

Całe szczęście w rozterce wspomógł mnie przypadek. Tuż obok notesu leżały obcięte paseczki okleiny pozostałe po oprawianiu i mnie olśniło – w chwilę później przyklejałam już te paseczki na płótnie oklejającym grzbiet. I to było to! Teraz to wygląda jak sensowna i spójna całość, a nie przypadkowe zestawienie wszystkiego ze wszystkim, a to wyłączna zasługa cieniutkich paseczków okleiny, od których zaraz notesik kliknął, zagrał i prezentuje się tak:

Spór z matematyką

Kiedy przycinałam narożniki na ten notes, weszłam w spór z matematyką! Coś mi się nie zgadzało w wymiarach i nie pasowało do twierdzenia Pitagorasa 🙂 Całe szczęście, moje starsze dziecko wykazało, że winny był bardzo niewielki błąd w pomiarze, ale przez chwilę odczuwałam konfuzję.

Ale też moje stosunki z matematyką zawsze były nieco napięte; pamiętam, jak kiedyś odkryłam, że przecież obwód koła jest linią prostą, jeśli jest odpowiednio duży, i łagodny wyraz twarzy mojej nauczycielki matematyki, kiedy podzieliłam się z nią tą koncepcją, która przyszła mi do głowy w wyniku czytania pod ławką wierszy Brodskiego. Jestem też nieugięcie urażona, że nie wolno mi dzielić przez zero. Co to znaczy nie wolno?! Rozumiem, że to bez sensu, rozumiem, że to nic nie daje, ale co to ma być że nie wolno?

Wszystko to jest przyczyną, aby zastosować do siebie napomnienie „pilnuj szewcze kopyta”, zmierzyć narożniki dokładniej i wykonać taki oto notesik.

W środku ma zwykły, biały papier przycięty w nietypowy, węższy format – uwielbiam takie smukłe notesy – i wyklejki w kanciaste motyle z papieru Pepin. A na wierzchu jest oprawka z mojego papieru klajstrowego z szarym, płóciennym grzbietem i wzmiankowanymi narożnikami, ozdobiona złotymi kreseczkami.

Odkąd się nauczyłam, jak robić takie złote kreseczki bez trudu dokładnie w miejscu, w którym człowiek zamierzał je zrobić :), będę teraz normalnie je wyzłacać jak opętana. To bardzo ładny, elegancki efekt.

Pancerny motyl

A, taki mi się jakiś zrobił, złoty na okładce obrzuconej złotą tapetą. Nieduży notes o przyjemnym formacie – jeden z moich ulubionych, dwie trzecie zeszytowego, przycięte do formy zbliżonej do kwadratu. Motyl jest z fimo, ale wprawione w skrzydła ma dwa zielone kolczyki, które dostałam od skrzętnej poznanianki, co nie lubi wyrzucać i podczas Pyrkonu wręczyła mi woreczek z rozmaitymi skarbami. A czułki zrobiłam z miedzianego drucika z drobnymi koralikami.

WP_20160629_015

WP_20160629_007