Temat: lawenda

Miały być notesy w lawendę i od razu miałam sporo do przemyślenia. Numer z lawendą polega na tym, że wydaje się być bardzo sztywna i trwała, ale jak wyschnie – sypie się i łamie. Użycie jej do notesu zasuszonej raczej więc odpada. Znowuż namalowany kłos lawendy nie wygląda jakoś tak bardzo efektownie. Należało więc jakoś wzmóc wszelkie efekty lawendowe 🙂 Robiłam już raz lawendowy notes, udany, więc mogłam przynajmniej czerpać z wcześniejszych doświadczeń.

Po pierwsze, namalowałam te lawendy akwarelą i obrazki wycięłam. Po drugie, krawędzie bloków papieru pomalowałam na fioletowy kolor. Po trzecie, dobrałam starannie kolory i faktury oklein, żeby miały jak najwięcej wspólnego z tematem. I wreszcie, zrobiłam wyklejki – w narysowane lawendowe kwiaty, wydrukowane na fioletowym tle.

Lawendowy kolor przysparza nieco problemów: lawenda w realu występuje w bardzo wielu odcieniach, ale kolor lawendowy budzi określone skojarzenie kolorystyczne, takiego dość bladego i niebieskawego odcienia fioletu. Pomyślałam jednak, że nie ma co się ograniczać i poszerzyłam nieco paletę kolorów.

Natomiast zerwaną w moim ogrodzie prawdziwą lawendę zasuszyłam w gotowych notesach – była w nich podczas suszenia w prasie i później tam została. Myślę, że trudno byłoby wprowadzić do notesu jeszcze więcej lawendy!

Spokojnie i z połyskiem

To jeszcze jeden ze świątecznych notesów – prezent. Miał być właśnie spokojny, ale z błyskiem, i ja to potraktowałam najzupełniej dosłownie 🙂

Zaczęłam od ustalenia kolorystyki – beż z różem był okej, ale złoto mi do tego nie pasowało tak do końca, srebro tym bardziej… może ten połysk to miedziany? I to jest właśnie myśl przewodnia tego notesu 🙂

Wyklejka – różowa w delikatny wzór owoców dzikiej róży, ręcznie rysowanych tuszem, zeskanowanych i obrobionych w GIMPie – wyszła tak ładnie, że postanowiłam z niej jeszcze wyciąć kilka elementów ozdobnych na okładkę oraz do etui.

Okładkę zrobiłam z beżowej, miłej w dotyku okładziny – sama w sobie nie jest specjalnie efektowna, ale wszystko razem miało być harmonijne i sensowne, i to mi właśnie pasowało.

Grzbiet i brzegi bloku pomalowałam na miedziany kolor. Metaliczne farby zachowują się nieco inaczej niż zwykłe, jak zauważyłam, i trochę musiałam poeksperymentować. Ale rezultat jest bardzo okej, a jak notes będzie pracować i się pewnie lekko przetrze, to też będzie ładnie.

Etui oczywiście musiało powtórzyć te elementy.

I gotowy notes prezentuje się jak należy, o:

Mały, ale bogaty

Notesik jest malutki – jakieś 10 cm n a 10 cm na oko. Ma zwykłe, białe kartki, ale właściwie wszystko pozostałe już nie jest ani białe, ani zwykłe. Wyklejka była początkiem całej reszty – ma taki bogaty wzór o ciekawym zestawieniu kolorów – między innymi ciemnej zieleni i złota (no i bordowo-brązowego, ale uwagę moją przykuło jednak głównie to pierwsze zestawienie). No więc pozłociłam do pary krawędzie kartek, dodałam złotą kapitałkę i zakładkę, a do obłożenia wybrałam przepiękną okładzinę o płóciennym wzorze, również zielono-złotą.

Myślałam, czy nie dodać jeszcze jakiejś ozdoby na okładce, ale co się przymierzałam do tego, to mnie coś powstrzymywało. On jest taki elegancki – malutki, ale efektowny – i chyba nic mu więcej nie potrzeba.

Zielenie, liście, niespodzianki

I tu jest właśnie liść na zielonym tle. Liście dębu mają coś takiego przyjemnego w sobie, co sprawia że równie miło się je rysuje duże, jak i bardzo drobne (robiłam już coś takiego kilka razy), a dodatkowe akcenty żołędzi i gałązek sprawia, że się nie sposób znudzić.

Oprawa jest z zielonego płótna, złocona.

Przyjemność z tym notesem jest jednak głównie w tym, że próbowałam na nim zdobienia krawędzi i to w wersji ze schowanym obrazkiem. Są malowane tuszami (kolorowymi i złotym), a z wierzchu – zielone. Muszę jeszcze dopracować technikę, bo wzór spod spodu jest zbyt widoczny, ale robienie tego to dodatkowa frajda. Malutkie pędzelki, zawijaski – to coś, z czym czuję się wyjątkowo dobrze, więc można się spodziewać, że to nie ostatni notes z tak zdobioną krawędzią.