Odfruwające na Wschód

Do uprzednio opisywanych notesów z lawendą w komplecie były jeszcze inne notesy dwa. Miałam zupełnie wolną rękę, więc stwierdziłam, że zajrzę wreszcie do mojego, zazdrośnie schowanego, niewielkiego pakietu japońskich i chińskich papierów. Myślę, że jednak głównie japońskich, ale ponieważ niektóre wzory wydają mi się trochę bardziej chińskie, wolę wszystkiego w czambuł nie określać jednym słowem 🙂

W każdym razie zawsze się waham, zanim tam sięgnę, bo te papiery są TAKIE PIĘKNE. Wiem, wiem, to bardzo jest niemądre, bo nie przestaną być przecież piękne, kiedy oprawię w nie notesy, ale jednak… No, jakoś mi tak żal.

Ale kiedy już się zdecyduję, to wychodzą nieodmiennie prześlicznie.

Te dwa notesy obłożone są wprawdzie w różne papiery, ale chciałam, żeby były takim „rodzeństwem”. Wszystkie więc pozostałe detale są identyczne. Wymiary, rodzaj papieru – biały z ciemnoniebieską składką wszytą w środku – wyklejki z tegoż ciemnoniebieskiego papieru, granatowe kapitałki, złote zakładki, grzbiety z pięknej, prążkowanej okleiny. Mogłyby być wręcz kompletem, gdyby nie różne motywy przewodnie – na jednym fale ze złotymi kwiatami, a na drugim – wachlarze i kwiaty na tle drobniejszych fal (swoją drogą, ten papier to już jest w ogóle tak piękny, że używanie go budzi we mnie wręcz melancholię, spowodowaną tym, że mam go o spory kawałek mniej! 🙂 )

Ale śliczne są, prawda? Uwielbiam ten format, jest superwygodny i bardzo elegancki, a w zestawieniu z pionowymi liniami projektu i cudownie bogatymi zdobieniami papieru wszystko prezentuje się naprawdę w porządku.

Biało-niebieski, znów na dwie strony

Wypróbowawszy dos-a-dos na mniejszej formie, spróbowałam powtórzyć tę oprawę na większej, tak bardziej na serio. Tak naprawdę, rzecz jest oczywiście dużo bardziej pracochłonna i wymaga trochę więcej uwagi co do wymiarów, ale tylko nieco trudniejsza, niż zwykłe oprawy tego samego typu. Co nie zmienia faktu, że docięłam środkową tekturkę tak jakby zbyt hojnie, co odkryłam dopiero wkładając do środka bloki, i musiałam ją bardzo podstępnie i delikatnie rozcinać w połowie (na zakładkę), ponownie sklejać i zabezpieczać 🙂

Ominąwszy jednak te przeszkody, uważam, że zrobiłam ten notes już dużo, dużo pewniej. Ma piękne grzbieciki ze skóropodobnej, białej okleiny, eleganckie okładki oklejone białym papierem w chiński roślinny wzór, a w środku – biało-niebieski papier i ciemnoniebieskie wyklejki. W efekcie powstało coś szykownego, z całą pewnością oryginalnego – coś, co można naprawdę z przyjemnością posiadać (jest to, oczywiście, zupełnie możliwe) 🙂

Z koniczynką

Chyba nie ma koloru bardziej optymistycznego, niż zielony. Nawet głębokie, ciemne zielenie. No, może nie wszystkie oliwkowe i khaki. Ale z całą pewnością świeże i jasne zielenie aż buzują od optymizmu, nadziei, wiosny i takich rzeczy.

Bardzo lubię wszelkie zielenie. I chętnie robię zielone notesy. A ten zaczął jako – notes Ogólnie Optymistyczny, a skończył jako Optymistyczny Prezent. Personalizacja prezentu odbyła się tym razem na specjalnie dorobionym etui oklejonym płótnem i podpisanym złotym atramentem (moje pierwsze nieśmiałe próby z kaligrafią!!!).

Sam notes jest, oprócz zielonego płótna, oprawiony w mój papier klajstrowy – chyba najładniejszy z arkusików z zeszłego lata (czy to znaczy, że pora na tegoroczne papiery klajstrowe? 🙂 ).

Ma okienko – a w okienku namalowaną koniczynkę, bo trudno o coś równie optymistycznego, niż koniczynka. W koniczynki też zostały ręcznie obrysowane wyklejki.

Wyszedł taki notes – uważam, że całkiem sympatyczny:

Wszędzie pies!

Bardzo lubię entuzjastów, i lubię coś dla nich robić. Wśród nich zaś entuzjaści zwierząt zajmują miejsce poczesne. No trzeba być naprawdę przejętym, żeby zamówić dwa notesy oraz obrazek ze swoim psem! Nic więc dziwnego, że zabrałam się do roboty z równym przejęciem i zadowoleniem.

Obrazek poszedł na pierwszy ogień, choćby po to, żeby lepiej przestudiować Obiekt 🙂 Czarujące spojrzenie, wdzięczna poza – no, te rzeczy 🙂

Następnie zarysowałam kolejne kartki studiami na temat, żeby w końcu przenieść najlepsze rysunki na folię do złocenia.

Same notesy miały mieć kolorowe kartki, ale przyznam, że jak tylko usłyszałam „kolorowe” to zaraz stwierdziłam, że może to dotyczyć tak w ogóle całości. Tym bardziej, że mam naprawdę bardzo piękne płótno introligatorskie w żywych kolorach, które mi świetnie pasowały do tych kolorowych kartek. I tak jeden notes ma ogólnie tonację zieloną, a drugi – płomienistą 🙂 Wyklejki do tego doszły mojego projektu – w kuleczki oraz w mniszki – i oto efekt końcowy całości jest taki:

Wybryk i wierzgnięcie

Zestawienie kolorów: niebieskiego, zielonego i pomarańczowego ma swoje zastosowania, i owszem, ma, ale w notesie? Ryzykowne! Wybryk! Wierzgnięcie! Tym bardziej, że pomarańczowy jest w nim papier. I zakładka, i kapitałki, ale jednak przede wszystkim papier.

Jak coś dopasować do pomarańczowego papieru? No na przykład tak.

Papier pochodzi ze wspominanych już paczek-niespodzianek z hurtowni i ma fajny odcień, nie żarówiasty, a żywy, i na tyle jasny, że powinno się po nim dobrze pisać i rysować. A okładka, oprócz pięknej zielono-złotej okleiny, ma też arkusik najpiękniejszego z moich klajstrowych papierów. One mają, zwłaszcza po wypolerowaniu woskiem, fantastyczną fakturę i przepiękne ziarno w jaśniejszych miejscach. Muszę sobie zrobić jeszcze trochę klajstrowych papierów, ale to może jak przyjdzie wiosna i będzie można suszyć je na polu. Ach, już się na to cieszę.