Jeszcze więcej czerwieni

– lubię czerwone notesy. Mają jakby więcej energii, prawda?

A ten to już w ogóle ma mnóstwo energii w sobie, albowiem nie da się ukryć, że jej ze mnie niemało wyssał. Był pracochłonny, nie ma co.

Okładka ma skórkowy grzbiet, resztę zaś – z czerpanego papieru z ładnie widocznymi włóknami, ale naklejony jest on na warstwę gąbeczki – okładka jest sztywna, ale mięciutko wyściełana.

I jeszcze ten ornament – rzeźbiłam go upojnie dość długi czas. Mam nadzieję, o bogowie, mam nadzieję, że to widać. W tym samym fimo, które można było oglądać na poprzednim czerwonym notesie, jakby mniej pracochłonnym niż ten.

Format ma odrobinę większy, niż torebkowy, ale wciąż zgrabny – i w ogóle uważam go za całkiem ładny egzemplarz.

wp_20161104_14_19_26_pro wp_20161104_14_19_36_pro

Czarno, czerwono

– ale właściwie nie do końca. Ozdoba na poniżej pokazanym notesie nie jest czarna, tylko taka… grafitowo-zielona, bardzo bardzo ciemna. Fimo lekko błyszczy, tak jak efekt w tygrysim oku. I jakoś mi to tak bardzo pasuje do tego pięknego papieru w chiński wzór na wyklejce – to ostatni chyba z chińskiego zestawu papierów Pepin.

Rany, jak ja lubię te papiery! Jedyną ich wadą jest oczywiście cena, więc wypatruję, jak je zdobyć taniej, i mam swoje źródło, o którym ani słowa nie powiem bo zaraz mi się skończy.

No ale póki je mam, to korzystam radośnie, oprócz tych smutnych chwil, kiedy odkrywam, że któryś zestaw mi się właśnie zużył. Żegnajcie, złote piwonie i niebieskie smoki…

A ponieważ wyklejka jest taka efektowna, a ozdoba się mieni, to już nie szalałam z papierem okładki – obłożona jest czerwonym, lekko perłowym papierem i uważam, że to całkiem wystarczy.

Zdjęcia zaś zrobiłam na Falkonie i z czystego sentymentu wrzucam właśnie te. O.

wp_20161104_14_20_11_pro

wp_20161104_14_20_31_pro

Za Narnię i Aslana

Jak pewnie wiele osób, wychowałam się na Narnii. Uprawiam z nią długoletnią Hassliebe, przechodzę przez kolejne etapy interpretacji… No ale czegoś takiego jak Narnia się nigdy do końca nie odrzuca (chociaż po przeczytaniu oryginału tłumaczenie Polkowskiego jakoś mi nie smakuje).

Cóż dziwnego, że czasami mi się też i jakaś Narnia przemknie do notesików?

Lwy są oczywiście jeszcze jedną próbą zrobienia Dzikiej Bestii, ale tym razem niech będzie, że mogą ostatecznie się nadać 🙂

wp_20161020_11_24_44_pro

wp_20161020_11_24_54_pro

wp_20161020_11_25_06_pro

wp_20161020_11_25_45_pro

wp_20161020_11_26_03_pro

Cytrynowy smok

– ach, no bo tak czułam, że ta zielona okładka dużego notesu z ostatnich już składek starego komputerowego papieru potrzebuje czegoś sympatycznego. Na przykład cytrynowego smoka, który zanurzył łapki w wyklejce albo grzbiecie i zostały mu srebrne.

Smok jest z fimo, podmalowany lakierem i tuszem, i mam dla niego wiele życzliwości. Oczywiście to typowe, że chciałam sympatycznie, więc mogłam zupełnie spokojnie zabrać się za dzierganie przerażającej, ziejącej ogniem bestii, bo i tak wiedziałam, że w moim wykonaniu będzie milusia i bezpieczna dla dzieci przedszkolnych. Do licha.

wp_20161020_11_26_26_pro

wp_20161020_11_26_37_pro-2

wp_20161020_11_26_49_pro-2

Morskie, niebieskie…

–  zostały mniejsze kawałki pięknych papierów i zrobiłam notesik. Jest nieduży, ale całkiem zgrabny. Niedawno zakupiłam kilka ryz sztywniejszego papieru – czarnego i białego, 170 i 180  g., więc można sobie nawet i malować na nim. Sęk w tym, że taki gruby papier wymaga jednak – tak mi się wydaje – raczej większego formatu, powiedzmy – zeszytowego co najmniej. Więc większość notesów jest ostatnio właśnie taka.

Ale czasem zostają mniejsze bloczki i może znajdą zastosowanie w jakiejś torebce obok samotnego markera i flamastra – tym bardziej, że fimowy kwiat na okładce, z dodaną znaną nam już świecącą masą oraz trzema szkiełkami, sam w sobie się całkiem ładnie prezentuje.

wp_20161012_15_04_53_pro

wp_20161012_15_05_03_pro

Z rycerska na bajkowo

– bo czasem się człowiek poczuje tak, jakby należało w trybie natychmiastowym napalić w piecu, zaparzyć dzbanek dobrej herbaty i poświęcić się podstawowej czynności definiującej człowieczeństwo: snuciu opowieści. Prawda?

A oczywiście z tym się natychmiast kojarzą baśnie, a z baśniami – określona symbolika i estetyka. Tak się składa, że mnie z baśniami akurat w tej chwili kojarzy się książka z dzieciństwa: „Apolejka i jej osiołek” Marii Kruger, z ilustracjami Zdzisława Witwickiego.

Tak sobie o tej wdzięcznej książeczce myślałam, i myślałam, i w końcu ręce mi same jakoś tak skręciły w stronę tych okrągłych drzewek z narysowanymi pniami, i zrobił się baśniowy zamek na notes o morskim kolorze.

wp_20161012_15_06_23_pro

wp_20161012_15_06_23_pro-2

A ornament z drugiego notesu jest jakiś, do licha, pechowy. Zrobiłam go bardzo dawno temu i próbowałam dopasować już chyba do dwóch pudełek i notesu, i za każdym razem coś się takiego wydarzało, że musiałam go odłupać. A przecież jest całkiem udany, naprawdę mi się podoba. Więc spróbowałam jeszcze raz… A nuż tym razem będzie już na swoim miejscu.

wp_20161012_15_06_09_pro

wp_20161012_15_06_00_pro

Zębatki, blaszki, płatki

– zawsze mi się podobają sytuacje, kiedy coś do siebie nie powinno w ogóle pasować, a pasuje.

Tak jak w przypadku tego małego notesu, który ma kwiatową, chińską wyklejkę – a okładkę z szarej, wytartej skórki i płótna, ozdobioną dwoma kółkami wydłubanymi z trzewi jakiegoś miksera. Albo malaksera. No w każdym razie okładka jest dość surowa w wyglądzie, a ten frywolny wzór wygląda spod spodu bezczelnie i kwiatkami macha.

No ale sprawdzałam papiery metaliczne, pasiaste, pakowe, z mżącymi wzorami – i nic do tej wyklejki nie pasowało, wszystko wyglądało jakoś tak… tępo. Mało wyraziście. I co? I chiński piękny wzór w piwonie okazał się idealny.  Tak mi się przynajmniej zdaje, że to dowcipne i fajne, bo w jakiś nie do uchwycenia sposób mam wrażenie, że metalowe kółka na okładce tak się jakby kojarzą mgliście ze wzorem z wyklejki.

wp_20160912_12_46_39_pro  wp_20160912_12_46_55_pro

Już wkrótce: hafty w spadku, czyli bardzo udany eksperyment.

Mroczne ptaszydło

– oczywiście o tyle mroczne, o ile w ogóle potrafię zrobić coś mrocznego. Nie bardzo, prawdę mówiąc, potrafię. Kiedy rysuję smoki, praktycznie zawsze są sympatyczne z mordki. Potwory wychodzą mi raczej śmieszne niż straszne. I praktycznie jedyne, co mniej więcej mi wychodzi, to możliwie realistyczne szkielety i ich elementy, no bo tego się trochę nie da dosłodzić. Chyba.

Efekt jest taki, że długo się biłam z myślami, co zrobić z dwoma notesami które mają Czarrrrrrrrne Karrrrrrrtki.

Na Pyrkonie pytano mnie o takie notesy, więc stwierdziłam, że dlaczego miałabym nie spróbować? Zrobiłam na razie takie dwa, mniejszy i większy. Obydwa są z 120 g papieru (czyli jak blok techniczny), obydwa w twardej oprawie, i obydwa ozdobiłam ptaszydłową tematycznie fimową galanterią.

Bo w końcu się zdecydowałam na Mroczne Ptaszydła. Dokładnie zaś: za jedno mroczne ptaszydło i jedną czaszeczkę mrocznego ptaszydła. Co więcej, wykorzystałam do nich świecące w ciemności mroczne fimo! Zatem czaszka, jak też i oczy, szpony i dziób ptaka, są świecące 🙂

wp_20160925_17_45_12_pro wp_20160925_17_42_48_prowp_20160925_17_42_36_pro wp_20160925_17_43_26_prowp_20160925_17_43_14_pro wp_20160925_17_43_33_pro

A jak mi jeszcze została wolna chwila, to zrobiłam dodatkową czaszeczkę i ona też świeci. Jeszcze nie wiem, co z nią zrobię, bo jest taka fajna, że szczerze przyznam, że normalnie bym chętnie nosiła ją sobie na łańcuszku albo coś. Zwłaszcza w ciemności.

wp_20160925_17_44_10_pro

 

Moje ulubione inicjały,

to oczywiście stylizowane inicjały J. R. R. Tolkiena, te przypominające runiczny znak, którymi Tolkien podpisywał swoje ilustracje i rysunki. Są zastrzeżone przez Tolkien Estate, o ile mi wiadomo, ale zakładam, że do osobistego użytku można je wykorzystywać. A mam na to ochotę bardzo często, muszę przyznać.

Na przykład na tym notesie:

wp_20160916_16_49_55_pro  wp_20160916_16_50_02_pro  wp_20160916_16_49_28_pro  wp_20160916_16_50_45_pro

Wygarnięte,

no, takie to różności. Tu mi został samotny bloczek w kratkę, tu kawałek tektury, tu małe skrawki, ówdzie smętny zeszyt, z którego już ze trzy razy próbowałam zrobić notes. I zrobiłam z nich takie oto trzy sympatyczne notesy – w kolejności, od największego do najmniejszego.

Największy jest oprawiony w piękny szary papier – format zeszytowy, w kratkę, z taką „niepełną” wyklejką, tylko lekko zachodzącą na blok. Na wierzchu przykleiłam wyciętą w grubej tekturze płaską, zwiniętą, śpiącą mysz. A może szczurka, jak twierdzą moi chłopcy. Mysz (albo szczur) jest wydłubany nożem, pomalowany akrylami i polakierowany i wygląda bardzo sympatycznie

wp_20160912_12_42_18_pro

Drugi notesik też jest taki trochę nawinie, ale uważam, że jak na efekt zbierania ścinków po stole wyszedł całkiem sympatyczny – jest nieduży i poręczny,  a ten złoty papier z chryzantemami – och, nie mogę odżałować, że go już zużyłam…

wp_20160912_12_47_05_pro

I w końcu ostatni, no, ten to już miał wersji ze trzy. W końcu go oprawiłam na półmiękko, zrobiłam kwiatowy wzór, przyczepiłam, kurczę, dzwoneczek, a wyklejkę zrobiłam z map. Już bardziej pomieszać się pewnie nie dało, ale mam dość tego draństwa i chciałam je już widzieć wykończone. Jakolwiek 🙂

wp_20160912_12_46_11_pro