Nil nisi bene

– czyli umówmy się tak: Zakon Jedi miał momenty, które można by swobodnie określić jako zryte (bardzo lubię to określenie, szczególnie w połączeniu z kwiecistymi, wielopiętrowymi wypowiedziami – wtedy jest takie brutalne 🙂 ). Zawsze się będę zastanawiać, czy twórcy Gwiezdnych Wojen tego nie zauważyli, czy świadomie tak to rozegrali.

No ale powyginali Jedi, co robić, i trochę nie wypada na nieżywych tak za bardzo wyrzekać, nawet na fikcyjnych nieżywych. Więc nie wyrzekam tak za bardzo, za to zrobiłam notesik i siedzę z nim sobie na Falkonie (stoisko H10).

Taki z symbolem Zakonu Jedi.

wp_20161031_11_07_36_pro

wp_20161031_11_07_25_pro

wp_20161031_11_08_06_pro

 

Odwiedziny w Shire

– to właściwie jak odwiedziny u własnej, lubianej rodziny, prawda? Tolkien stworzył świat, w którym się zawsze będę czuła u siebie i zawsze mi się, w związku z tym, będą zdarzały różne prace nawiązujące do jego twórczości.

Czasami sobie tak myślę, że dobrze, że człowiek nie może przeskakiwać do fikcyjnych światów. Jakbym tak wskoczyła, to pomijając już fakt, że prawdopodobnie w każdym z nich odegrałabym co najwyżej rolę Baby W Chuścinie Uciekającej Bezskutecznie Przed Orkiem Z Toporem, pewnie bym nie wyskoczyła już nigdy. Nawet przy obecnej ograniczonej opcji odrywania się od rzeczywistości czasem mi trudno wrócić. A tak móc odwiedzić Hobbiton? Zajrzeć do Rivendell? No nie, mogłabym mieć problemy z powrotem.

Ale zawsze można sobie Shire przynieść do własnego stołu, na notesiku. O, takim jak te.

wp_20161031_11_09_58_pro wp_20161031_11_09_35_pro wp_20161031_11_09_27_pro wp_20161031_11_09_20_pro wp_20161031_11_09_08_pro wp_20161031_11_08_54_pro wp_20161031_11_08_41_pro wp_20161031_11_08_20_pro

FALKON 2016

– skoro dałam radę z Pyrkonem (kogo oszukuję, dałam radę wyłącznie dzięki pomocy i opiece Wiedźm Wielkopolskich, którym nie przestanę za to być wdzięczna)…

To tym razem całkiem sama zapraszam na tegoroczny Falkon – na stoisko h10! W dniach od 4 do 6 listopada będę tam sobie względnie spokojnie drżała nad pewną ilością notesów,  w tym nad znakomitą większością tego, co na tej stronie ostatnio prezentowałam, i nad niektórymi innymi. W planach także: możliwość wybrania sobie ozdób na nieozdobiony notesik, do przyklejenia na miejscu, różne drobiazgi i malowanie zakładek.

Do zobaczenia!

Za Narnię i Aslana

Jak pewnie wiele osób, wychowałam się na Narnii. Uprawiam z nią długoletnią Hassliebe, przechodzę przez kolejne etapy interpretacji… No ale czegoś takiego jak Narnia się nigdy do końca nie odrzuca (chociaż po przeczytaniu oryginału tłumaczenie Polkowskiego jakoś mi nie smakuje).

Cóż dziwnego, że czasami mi się też i jakaś Narnia przemknie do notesików?

Lwy są oczywiście jeszcze jedną próbą zrobienia Dzikiej Bestii, ale tym razem niech będzie, że mogą ostatecznie się nadać 🙂

wp_20161020_11_24_44_pro

wp_20161020_11_24_54_pro

wp_20161020_11_25_06_pro

wp_20161020_11_25_45_pro

wp_20161020_11_26_03_pro

Klątwa dzikich bestii

– albo po prostu niekończąca się telenowela pt. Próbuję stworzyć jakiś dziki wizerunek, wychodzi łagodna istota, zamiast krwi pragnąca wyłącznie chrupek.

Na Pyrkonie pytali mnie różni ludzie, czy nie zrobiłam aby czegoś z wilkiem (no bo to jak nie Starkowie to Wiedźmini i tak dalej), ale przez jakiś czas nie czułam się na siłach w realistycznych wizerunkach zwierząt w fimo, skoro się również nie czułam zbyt mocna w ich rysowaniu. Aż wreszcie pomyślałam sobie: kobieto, ty? Ty, która nauczyłaś się najpierw nurkować, bo się bałaś pływać? Miałabyś się cofnąć przed płaskorzeźbami tylko dlatego, że rysowanie nie teges? O, nie.

No więc wzięłam się do roboty i okazało się, że wychodzi całkiem nieźle, tylko właśnie… jest ten… niewielki problem… że ten wilk… to mi wyszedł taki… eeee… jakiś udomowiony chyba, a w każdym razie taki… łagodny i przytulny.

Do kroćset. Zawezmę się i jeszcze kiedyś zrobię coś naprawdę, naprawdę koszmarnego.

A wilk wylądował, o, tu, na tym czarnym notesie z czarnymi kartkami. Trochę słabo widać, że medalion jest złoty, ale ogólnie uważam notes za udany.

wp_20161020_11_23_27_pro

wp_20161020_11_23_38_pro wp_20161020_11_23_58_pro

Cytrynowy smok

– ach, no bo tak czułam, że ta zielona okładka dużego notesu z ostatnich już składek starego komputerowego papieru potrzebuje czegoś sympatycznego. Na przykład cytrynowego smoka, który zanurzył łapki w wyklejce albo grzbiecie i zostały mu srebrne.

Smok jest z fimo, podmalowany lakierem i tuszem, i mam dla niego wiele życzliwości. Oczywiście to typowe, że chciałam sympatycznie, więc mogłam zupełnie spokojnie zabrać się za dzierganie przerażającej, ziejącej ogniem bestii, bo i tak wiedziałam, że w moim wykonaniu będzie milusia i bezpieczna dla dzieci przedszkolnych. Do licha.

wp_20161020_11_26_26_pro

wp_20161020_11_26_37_pro-2

wp_20161020_11_26_49_pro-2

Morskie, niebieskie…

–  zostały mniejsze kawałki pięknych papierów i zrobiłam notesik. Jest nieduży, ale całkiem zgrabny. Niedawno zakupiłam kilka ryz sztywniejszego papieru – czarnego i białego, 170 i 180  g., więc można sobie nawet i malować na nim. Sęk w tym, że taki gruby papier wymaga jednak – tak mi się wydaje – raczej większego formatu, powiedzmy – zeszytowego co najmniej. Więc większość notesów jest ostatnio właśnie taka.

Ale czasem zostają mniejsze bloczki i może znajdą zastosowanie w jakiejś torebce obok samotnego markera i flamastra – tym bardziej, że fimowy kwiat na okładce, z dodaną znaną nam już świecącą masą oraz trzema szkiełkami, sam w sobie się całkiem ładnie prezentuje.

wp_20161012_15_04_53_pro

wp_20161012_15_05_03_pro

Jest większy w środku

– w każdym razie tak zwykle bywa z większością notesów, jak wynika z mojego doświadczenia 🙂

Wprawdzie od czasu postępującego efekciarstwa i spłycenia serialu nie jestem już tak na bieżąco, ale „Doctor Who” zawsze zostanie dla mnie czymś istotnym, nie da się ukryć. Cudowna mieszanina absurdu, błyskotliwości, kiczu i emocji, jaką poznałam dzięki Dziewiątemu i Dziesiątemu Doktorowi to estetyka jedyna w swoim rodzaju – i po prostu zawsze mi serce drgnie na widok niebieskiego światełka śrubokrętu sonicznego i rzężenia TARDIS.

I od czasu do czasu i na moich notesach wyląduje niebieska budka policyjna, bo czemu nie.

wp_20161012_15_05_21_pro

Czary mary

– czyli jakoś tak mnie naszło na mrocznych czarodziejów. Jeden z tych notesów ma wręcz czarne kartki! Bardzo, bardzo mroczne.

No ale na fali baśniowych nastrojów wszystko pasuje; a mroczni magowie to jest coś, co bardzo się przyjemnie modeluje z fimo. Te fałdy i powiewające szmaty to cieniusieńko rozwałkowana masa, potem układana starannie przy użyciu rozmaitych narzędzi. Wydaje mi się, że wyszło to wszystko całkiem ładnie.

wp_20161012_15_06_47_pro-2 wp_20161012_15_07_26_pro

wp_20161012_15_07_05_pro

wp_20161012_15_08_19_pro wp_20161012_15_07_47_pro

 

Z rycerska na bajkowo

– bo czasem się człowiek poczuje tak, jakby należało w trybie natychmiastowym napalić w piecu, zaparzyć dzbanek dobrej herbaty i poświęcić się podstawowej czynności definiującej człowieczeństwo: snuciu opowieści. Prawda?

A oczywiście z tym się natychmiast kojarzą baśnie, a z baśniami – określona symbolika i estetyka. Tak się składa, że mnie z baśniami akurat w tej chwili kojarzy się książka z dzieciństwa: „Apolejka i jej osiołek” Marii Kruger, z ilustracjami Zdzisława Witwickiego.

Tak sobie o tej wdzięcznej książeczce myślałam, i myślałam, i w końcu ręce mi same jakoś tak skręciły w stronę tych okrągłych drzewek z narysowanymi pniami, i zrobił się baśniowy zamek na notes o morskim kolorze.

wp_20161012_15_06_23_pro

wp_20161012_15_06_23_pro-2

A ornament z drugiego notesu jest jakiś, do licha, pechowy. Zrobiłam go bardzo dawno temu i próbowałam dopasować już chyba do dwóch pudełek i notesu, i za każdym razem coś się takiego wydarzało, że musiałam go odłupać. A przecież jest całkiem udany, naprawdę mi się podoba. Więc spróbowałam jeszcze raz… A nuż tym razem będzie już na swoim miejscu.

wp_20161012_15_06_09_pro

wp_20161012_15_06_00_pro