Kalejdoskopy

Ten papier jest ciekawy: ma wzór jakby z kalejdoskopu, ale podczas gdy normalnie kalejdoskop kojarzy się człowiekowi raczej z żywymi kolorami, tu mamy stonowane barwy, spokojną tonację. A do tego wzór jest… no sama nie wiem, czy bardziej organiczny, czy bardziej mechaniczny. Czy nie ciekawa sprzeczność?

Trzeba było więc do niego głębokiej czerni jako tła. Tak mi się coś wydawało. A ponieważ właśnie przyszły moje piękne płótna z miłej hurtowni, która nie miała problemu z moim detalicznym bardzo zamówieniem, mogłam jedno z nich, przepięknie czarne, wykorzystać do okładki.

W środku jest pragmatyczna krateczka, ale tym bardziej mi to jakoś tak pasuje. Wyobrażam sobie Użytkownika – człowieka praktycznego i logicznie myślącego, który jednakże lubi sobie czasem spojrzeć na to, jak geometryczne odwzorowania potrafią stworzyć wzory niepokojące i pełne fantazji. Albo przeciwnie, Użytkownika – rozwichrzonego, wolnego ducha, który pragmatyczną krateczkę znieść może tylko pod warunkiem, że towarzyszyć jej będą różne dziwności.

Albo po prostu kogoś, kto chce mieć ładny notes w kratkę. Bo jest ładny, prawda?

Rosnąca potrzeba zielonego

Co tu dużo mówić, zima. Niektórzy źle znoszą listopad i grudzień, ale w listopadzie i grudniu to ja jeszcze mam trochę pary z jesieni. Za to od początku lutego, praktycznie od moich urodzin, zaczynam przebierać nogami i parskać w blokach startowych, żeby już nadeszła ta wiosna! Albo przynajmniej przedwiośnie…

A to płótno, proszę Państwa, jest zieloniutkie jak kwiecień. A do niego – papier Pepin, biały w czerwone kwiaty. A żeby nie było nudno, to na przedzie okładki wycięty z tegoż papieru ornament, wykończony listewką oklejoną tym samym płótnem, co i reszta.

Zaczęłam też z lubością oklejać różnymi adekwatnymi okleinami/papierami końcówki zakładek. Podpatrzyłam ten zabieg u Starszych i Mądrzejszych i bardzo mi się spodobał. Tu zakładkę zdobi także wyklejkowo-okładkowy papier Pepin.

Czerwone kartki, czerwone kartki…

Co tu zrobić fajnego z czerwonymi kartkami?

Próbowałam różne rzeczy do nich dopasować, w końcu zdobyłam się na odwagę i o tak, przykleiłam do bloczku wyklejkę ze złotego kartonu. Pomogło? No niespecjalnie.

Wreszcie mi się jednak udało – w chińskich wzorach papierów Pepin znalazłam taki, który pięknie odpowiada kolorystyce i stylowi i oprawiłam czerwony bloczek ze złocistymi detalami. I już był całkiem ładny notes, kiedy nagle, po wyjęciu go z prasy, doznałam Olśnienia: na tych dwóch zakładkach ze złotej tasiemki IDEALNIE będą wyglądać złote dzwoneczki. I to jeszcze przy tym chińskim papierze.

Więc dowiązałam dzwoneczki pieczołowicie, i przy okazji wymyśliłam, jak zabezpieczyć końcówki supełków, i nagle notesik gwałtownie zyskał na urodzie. Jak to jednak różne drobiazgi mają znaczenie!

Sposobem

Co zrobić, kiedy Pospolitość Skrzeczy? No sprawić sobie notes, wiadomo 🙂

A na szczególnie uciążliwą pospolitość należy mieć dobrą broń. A oprócz tego, jakby broń zawiodła, flaszkę z tym lub owym (trucizna? gorzałka? magiczny napój? :)).

Z tym założeniem został zrobiony ten notes – nieco mniejszy, niż A4, w ciemnoczerwonej okładzinie, złocony folią i z siedmioma zakładkami, żeby rzeczywistość łatwiej było ogarnąć.

Muszę tu powiedzieć, że to mój pierwszy raz z tym typem okładziny. Bardzo fajnie się z nim pracuje, wygodnie i bez problemów, ale złocenie folią jest… zupełnie inne, niż na materiałach, jakich dotychczas używałam i trzeba bardzo uważać, bo mi się kolba ślizga 🙂

Wybryk i wierzgnięcie

Zestawienie kolorów: niebieskiego, zielonego i pomarańczowego ma swoje zastosowania, i owszem, ma, ale w notesie? Ryzykowne! Wybryk! Wierzgnięcie! Tym bardziej, że pomarańczowy jest w nim papier. I zakładka, i kapitałki, ale jednak przede wszystkim papier.

Jak coś dopasować do pomarańczowego papieru? No na przykład tak.

Papier pochodzi ze wspominanych już paczek-niespodzianek z hurtowni i ma fajny odcień, nie żarówiasty, a żywy, i na tyle jasny, że powinno się po nim dobrze pisać i rysować. A okładka, oprócz pięknej zielono-złotej okleiny, ma też arkusik najpiękniejszego z moich klajstrowych papierów. One mają, zwłaszcza po wypolerowaniu woskiem, fantastyczną fakturę i przepiękne ziarno w jaśniejszych miejscach. Muszę sobie zrobić jeszcze trochę klajstrowych papierów, ale to może jak przyjdzie wiosna i będzie można suszyć je na polu. Ach, już się na to cieszę.

Białe frezje

To nie jest oczywisty kwiat, żeby go tak naprawdę lubić. Frezje się kojarzą z grzeczną wiązanką, w której robią za pachnące uzupełnienie. Ale pewnego razu, będzie może ze dwadzieścia lat temu, zobaczyłam kiedyś na targu frezje w ogromnych pękach, zdumiewająco niedrogie w porównaniu do kwiaciarnianych pojedynczych gałązek. I, ponieważ wybierałam się właśnie do babci na imieniny, kupiłam taki wielki pęk, i potem przez całą drogę żałowałam, że będę musiała się z nim rozstać :). Pomijając to, że pachniały na cały tramwaj – wszystkie głowy się obracały – to emanowały takim subtelnym wdziękiem, wyglądały tak uroczo bez żadnych ozdób ani innych kwiatów, że od tej pory zagościły na stale wśród najulubieńszych moich kwiatów – obok konwalii, piwonii, jaśminu, przebiśniegów…

I są bezsprzecznie eleganckie, co spowodowało, że musiałam pewnego razu koniecznie użyć ich jako wzoru wyklejki do notesu w zamyśle eleganckiego. Problem w tym, że drukarki używamy w domu wszyscy razem z kilku komputerów, więc moje bladoróżowe kartki na wyklejki zostały niechcący wciągnięte już nie pamiętam na jaki to wydruk szkolny któregoś z oburzonych synów, a moje frezje wydrukowały się na białym papierze ogólnym. Oczywiście wydrukowałam na różowo po raz drugi, ale wydruku na białym nie wyrzucałam. I proszę! Wykorzystałam tę pomyłkę w tym oto przyjemnym notesie. Grzbiet ma w czarnej okleinie odzyskanej z mężowskiego firmowego kalendarza, resztę – w okleinie bieluśkiej. Wyklejki są, jako się rzekło, biało-czarne, a papier – popielaty. Do tego biała zakładka w czarne kropki i całość jest bardzo smaczna.

Tak, jakby w monochromatycznej zimie człowiek zatęsknił sobie za zapachem frezji.

W fioletowe prążki

Naprawdę, papiery klajstrowe zrewolucjonizowały mój warsztat. Tak się ich świetnie używa! Uszlachetnione pszczelim woskiem, wyglądają naprawdę elegancko.

Ten notesik jest właśnie w takim nawoskowanym papierze. Bardzo dobrze to pasuje do pozostałych jego elementów – papieru eko, lekko popielatego, i wyklejki z papieru Pepin o niezwykłym, srebrno-fioletowym wzorze.

Wykończony bladofioletową wstążeczką, notesik jest wprawdzie nieduży, ale bardzo przyjemny – lekki, wygodny i, przez ten fioletowy papier, stylowy.

Róże różowe

A ten notes jest różowy.

No, niezupełnie calusieńki, ale bez wątpienia przewodnią rolę w jego wyglądzie odgrywają różne tonacje różu, oraz motyw róż. Wszystkie te róże oczywiście rysowałam osobiście – na wyklejkach, na papierze z okładki – jako GIMPowy pędzel, a na płótnie grzbietu – pędzelkiem i akwarelą.

Co więcej, róż jest też w środku – papier, oprócz białego, jest i w dwóch odcieniach różowego, a przekłada je różowa zakładka.

Uważam zresztą, że biało-różowa tonacja bardzo się ładnie w notesach sprawdza, więc w tym dałam jej pozycję centralną i wydaje mi się, że efekt potwierdził słuszność tej decyzji.

Błękity swobodne

Kupiłam papier na kilogramy. Nie powiem, gdzie, ale mam taką hurtownię, która sprzedaje papier na kila za okazyjną cenę – kruczek jest w tym, że są to nieposortowane kolory, gramatury i niedoróbki. Oczywiście zdarza się, że w ten sposób uzyska się np. 10 kartek pięknego papieru, ale z wadą – zagięciem przez sam środek. Ale zwykle rzecz wymaga tylko chwili na posortowanie zdobyczy, a niespodzianki są przy tym fantastyczne.

I tym razem zdarzyła mi się taka niespodzianka: otóż w paczce znalazłam papier barwiony w masie, ewidentnie niedorobiony, może z wierzchu stosu? Na kolor błękitny. Niedorobienie pozostawiło lekkie ziarno, a poza tym… przepiękne chmury! W ten sposób uzyskałam papier chmurzysty jak niebo.

Od razu coś zaczęło we mnie pokrzykiwać z entuzjazmem: jas-kół-ki! jas-kół-ki!!!

Namalowałam więc tuszami jaskółki w różnych ujęciach i zrobiwszy z nich pędzel do GIMPa, zajaskółkowałam wyklejki.

Do tego idealnie przypasował mi papier klajstrowy na okładkę, z jakby wichrzystym wzorem. Do tego lekko przetarta okleina z odzysku i zakładki, żeby dobrze furczało, i już się zrobił notes wietrzny, powietrzny, swobodny! Bardzo mi się on podoba. Ma okładkę wyłożoną gąbeczką pod tym klajstrowym papierem i miło się go trzyma w ręku, a jest naprawdę ładny.

I te jaskółki. I papier chmurzysty.

Do nowej pracy

Czasem nowa praca nie jest perspektywą tyleż ekscytującą, ile budzącą pewne wątpliwości, a może i niepokoje. No… często. Oczywiście, wiele jest sposobów, aby się na nowym stanowisku poczuć pewniej, ale moim ulubionym jest taki, żeby te wszystkie nowe rzeczy sobie notować w czymś naprawdę przyjemnym, najlepiej zaś – ręcznie zrobionym notesie.

Niektóre firmy dają nowym różne takie papiernicze, i nie przeczę, że jest to miły gest, ale jednak co ręcznie zrobione, to ręcznie zrobione, i na przykład w moim krótkim korpo-epizodzie wolałam sobie notować w zeszycikach własnego wyrobu, niż w dostarczonym mi kołonotatniku.

Ten notes ma służyć właśnie podobnemu celowi – żeby te wszystkie nowe rzeczy lądowały w czymś ładnym! Papier jest stary, kremowego koloru, wyklejka – błyszcząca i perłowa, a na zewnątrz mamy batikowy wzór na papierze Pepin, w seledynie i czerwieni. Stąd i zakładki są takie zielononiebieskie, i całość w zamierzeniu ma się kojarzyć spokojnie, miło i być jak krzepiące poklepanie po plecach 🙂 Jest spory – trochę mniejszy niż A4, ale nie bardzo ciężki.

A ponieważ ten stary papier miał na dwóch kartkach zaplamiony rożek i nie udało mi się go przyciąć, obcięłam rożki w kształt kocich łebków, ażeby w środku czekało coś żartobliwego.

Po dostarczeniu do właścicielki czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka – otóż chwyciła ona za przybory i dodatkowo sobie ten notes spersonalizowała, kolorując motywy na okładce. Czy może być coś bardziej indywidualnego? Jestem zachwycona – kiedy moje notesy wchodzą w interakcję z właścicielami, kiedy się zmieniają i stają bardziej ich, to jest właśnie TO 🙂