Drobiazgi i detale

Miniaturki mają w sobie coś takiego, że człowiek się pilnie stara, by nie były mniej starannie wykonane, niż przedmioty naturalnej wielkości. Jakby dodatkowe wyzwanie – zrobię to samo, ale igłą i czubkiem skalpela 🙂 – samo w sobie dodawało człowiekowi skrzydeł! Tym bardziej się ucieszyłam, gdy w rulonie papierów otrzymanych na wymianę znalazłam woreczek malutkich kwadracików pięknego papieru, w sam raz na miniaturki!

Na razie zrobiłam z niego dwie maleńkie książeczki-wisiorki. Jedną z nich mogę od razu zaprezentować, ale, hehe, drugiej nie, albowiem od razu ją zapakowałam na prezent dla mojej siostrzenicy, ucząc się przy okazji, jak się robi pudełko-klejnocik. Ponieważ minęła już okazja, dla której upominek został wykonany, pozwolę sobie zaprezentować zatem i książeczkę, i pudełeczko na takową.

Zielone pudełko

Ciągnie człowieka do zielonego w zimie! Odkąd rozwinęłam ten wielki arkusz zielonej okleiny papierowej, to oprawiam w nią różne rzeczy i oczywiście zostają mi różne ścinki. A jak ścinki, to nadają się one na brzegi pudełek i tym podobne rzeczy.

Zresztą pudełka to idealny sposób również na ścinki tektury – mam sporą garść całkiem szerokich pasków odciętych od starych okładek albo arkusza tektury. Wyrzucać je? A niby dlaczego, skoro dobrawszy sobie z nich zestaw można zrobić pudełko.

To więc zużyło trochę tych wszystkich ścinków, ale żeby nie było tylko ścinkowe, wykończyłam je arkusikiem klajstrowego papieru – w taki fajerwerkowo-chryzantemowy wzorek, zielononiebieskiego.

Ponieważ zaś przymierzam się do bardziej skomplikowanych kształtów pudełkowych, zrobiłam je z przegródką, żeby sobie wyćwiczyć jak to się tam robi. I wyszło bardzo przyjemnie. Może przyda się komuś kiedy! A jakbym z nimi nic nie zrobiła, ścinki poszłyby na makulaturę…