Ukochane książki

Mają w zwyczaju się strasznie rozwalać po jakimś czasie, prawda? Rozlatują się im okładki albo się rozklejają. A z samego faktu, że to ukochane książki, wynika także i to, że nie chciałoby się ich tracić. I żeby to nadal było TO wydanie.

Nota bene, kupiłam sobie kiedyś NIE TO wydanie „Szpetnych czterdziestoletnich” Agnieszki Osieckiej i kompletnie nie mogłam go czytać – żadnym sposobem – do tego stopnia, że musiałam się zaopatrzyć wreszcie z TO wydanie, z ilustracjami Młodożeńca.

No więc książki ukochane powinno się naprawiać, i właśnie odważyłam się naprawić oprawę mojego „Władcy Pierścieni”, a ściśle mówiąc, pierwszego tomu na razie.

Bardzo już był sfatygowany ten egzemplarz, a przy tym nigdy mi się nie podobała okładka. Blok był kompletnie rozjechany, wyklejka naddarta, grzbiet w strzępach – tu w zasadzie nie widać, jak bardzo, ale to moje jedyne zdjęcie stanu poprzedniego.

WP_20160725_19_43_12_Pro

No więc odcięłam okładkę, obłożyłam ją moim ulubionym kanapowym materiałem, wymieniłam tasiemki, wzmocniłam grzbiet, podkleiłam uszkodzenia, dodałam wyklejkę…

WP_20160815_12_10_31_Pro

WP_20160815_12_12_08_Pro

WP_20160815_12_12_46_Pro

Nie mam niestety gilotyny tak potężnej, żeby mi ładnie obcięła cały gruby blok, więc krawędzie pozostały przybrudzone, ale naprawdę jest o wiele lepiej.

Mam zamiar jeszcze namalować Nazgula na przedzie okładki, a Pierścień Władzy na grzbiecie – i będę naprawdę zadowolona.

Najbardziej chyba z tego, że nie zniszczyłam sobie niczego i odkryłam, że umiem też naprawić książkę, co wbrew pozorom jest o wiele trudniejsze, niż jej zrobienie od podstaw (przynajmniej dla mnie).

Drogie ulubione książki, nadchodzę 🙂

[Nieco później: Uważam, że Nazgul wyszedł jak należy:

WP_20160816_12_42_31_Pro (2)

Pierścień jest, oczywiście, złoty. ]

4 myśli w temacie “Ukochane książki”

  1. Och następnym razem przywiozę mojego Tolkiena! Całkowicie w częściach, kartki osobno, ale to jest TO wydanie (Czytelnika chyba), z przepięknymi ilustracjami na okładce! Więc naprawa będzie musiała jakoś TE ilustracje zachować 🙂

  2. To się, oczywiście, da zrobić. Hmm. Jakie Ty możesz mieć wydanie, tak się zastanawiam, skoro kartki osobno?…
    Klejone książki, dodam od razu, naprawia się jeszcze gorzej i nie wiem, czy potrafię to dobrze zrobić bez większej prasy, ale pewnie zanim się zobaczymy, niemało się jeszcze nauczę 🙂

  3. ACH. Dokładnie takie było moje pierwsze wydanie 🙂 To samiusieńkie. Zaczytałam te tomiki absolutnie na śmierć i mój Ojciec dał mi je do oprawienia. Niestety, od razu mówię, że nic to nie pomogło – są bardzo źle klejone, istotnie, i na złym papierze, i nawet bardzo pięknie oprawione w twardą oprawę po prostu po jakimś czasie puściły. Dlatego teraz mają swoje stałe miejsce w mojej bibliotece (trzecia półka od góry po prawej, z tyłu, niedaleko Cornelii Funke :D) i sięgam do nich tylko czasami. Ilustracje z okładki mam wklejone na wyklejce. Nie podchodziłam jeszcze ani razu do problemu sklejenia ich na nowo, ale mogę popróbować właściwie na swoich i powiem Ci, jakie są perspektywy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.