Dobranoc, lisku

Ufarbowane na brązowo płótno aż się prosiło o coś… jesiennego. Ale nie aż tak, jak powiedzmy kasztany, tylko… no… takiego luźno mi się kojarzącego z jesienią. I w końcu pomyślałam: lisek! Tak żeby sobie spał (bo jak wiadomo, kiedy idzie oto jesień, człowiek tylko leżałby i spał. No to pewnie lisek jeszcze bardziej).

Jest więc notes z liskiem, wyzłoconym na malowanym płótnie. Ma ten przyjemny format nieco mniejszy od zeszytowego, i jest zrobiony z kartek w kratkę i gładkich. No naprawdę, strasznie mi się to podoba – dokładnie w ten sposób najlepiej widać, jak bardzo inne są ręcznie robione notesy.

Wyklejkę też dobrałam tak, żeby pasowała do liska, i do jesieni (jeśli nie mam dobrego powodu, żeby tego nie robić, trzymam się chętnie papierów Pepin, o ile są na jakiejś przyjemnej wyprzedaży, do licha). Wykończyłam skórkową kapitałką i czerwoną zakładką.

Jest pod babie lato? Jest.

 

Auuuu!

Złocenie jest bardzo ciekawą techniką i uczę się coraz więcej. Najtrudniej jest tak dobrać szkic, żeby najważniejsze kreski były jak należy złote, żeby dodać rysunkowi dynamiki delikatniejszymi kreseczkami – a wszystko to przy użyciu dość grubego narzędzia, które szybko zmienia temperaturę i trzeba sprytnie nim operować, żeby utrzymać je nie za zimne i nie za gorące… Auuuuuu!

To nie wilk, to ja zawyłam, kiedy sobie oparzyłam palec 🙂 Ale jak ze wszystkim – im więcej się próbuje, tym więcej pewności w ręku.

Ale to tylko złocenie, a ten notes w ogóle jest fajny – trochę mniej ozdobny, niż kilka poprzednich, ale starannie zrobiony i dobrze leżący w ręku.

Uszyłam blok z szarego papieru 120 g, wyklejki są z eleganckiego papieru z motywem złotego kółka. To dlatego złocenie na skórce, przyklejone na okładce, też jest okrągłe. Okładka jest twarda, a do jej obciągnięcia użyłam jednego z tych malowanych płócienek, które ostatnio suszyłam na sznurkach 🙂 Efekt jest naprawdę zadowalający – powściągliwy i stylowy. A ta zieleń jest naprawdę śliczna.

O, proszę:

 

Pussy cat, pussy cat, where have you been? – I’ve been to London to look at the Queen.

Ten notes powędrował całkiem daleko, bo do Londynu, w ręce szalenie interesującej kobiety. Nie wystawiałam o nim wcześniej notki, bo powędrował w prezencie – a potem przygotowane zdjęcia jeszcze mi się dodatkowo gdzieś zapodziały i tak minęło już całkiem sporo czasu, i koci notesik pozostał niezaprezentowany.

Ale pamiętam, że był szalenie przyjemny w robocie. W twardej oprawie w płótnie, ze skórzanym grzbietem, ozdobiony znaną już moim Gościom metalową rameczką wywodzącą się z trzewi miksera, a w rameczce – portretem kotka na złotym tle.

Mam nadzieję, że służy dobrze!

WP_20161120_21_06_46_Pro WP_20161120_21_06_55_Pro

Kotek dla panienki

okazał się być słusznym rozwiązaniem – kotki, co szczęśliwie wyszło na jaw po wręczeniu prezentu, są jej ulubionymi zwierzętami.

Nie mogę powiedzieć, żebym się specjalnie zdziwiła – są tacy ludzie, którzy NIE lubią kotków?… Ale notes robiło się cudownie – znana technika i wszystko, za to zdobienie tylko lekko wybadane przy okazji mopsa z bitą śmietaną (o nim parę wpisów wcześniej).

Noo, wyszło na jaw, że to zdobienie trzeba jeszcze nieco dopracować – metoda przyklejania okazała się nie być idealna – ale teraz już będę wiedziała, co i jak. Zaś malowanie koteczka jak żywego to sama przyjemność, oczywiście.

A efekt jest taki – na fb te zdjęcia już były, ale bez opisów 🙂

wp_20161205_10_57_17_pro

wp_20161205_10_58_53_pro

wp_20161205_10_59_00_pro

Za Narnię i Aslana

Jak pewnie wiele osób, wychowałam się na Narnii. Uprawiam z nią długoletnią Hassliebe, przechodzę przez kolejne etapy interpretacji… No ale czegoś takiego jak Narnia się nigdy do końca nie odrzuca (chociaż po przeczytaniu oryginału tłumaczenie Polkowskiego jakoś mi nie smakuje).

Cóż dziwnego, że czasami mi się też i jakaś Narnia przemknie do notesików?

Lwy są oczywiście jeszcze jedną próbą zrobienia Dzikiej Bestii, ale tym razem niech będzie, że mogą ostatecznie się nadać 🙂

wp_20161020_11_24_44_pro

wp_20161020_11_24_54_pro

wp_20161020_11_25_06_pro

wp_20161020_11_25_45_pro

wp_20161020_11_26_03_pro

Klątwa dzikich bestii

– albo po prostu niekończąca się telenowela pt. Próbuję stworzyć jakiś dziki wizerunek, wychodzi łagodna istota, zamiast krwi pragnąca wyłącznie chrupek.

Na Pyrkonie pytali mnie różni ludzie, czy nie zrobiłam aby czegoś z wilkiem (no bo to jak nie Starkowie to Wiedźmini i tak dalej), ale przez jakiś czas nie czułam się na siłach w realistycznych wizerunkach zwierząt w fimo, skoro się również nie czułam zbyt mocna w ich rysowaniu. Aż wreszcie pomyślałam sobie: kobieto, ty? Ty, która nauczyłaś się najpierw nurkować, bo się bałaś pływać? Miałabyś się cofnąć przed płaskorzeźbami tylko dlatego, że rysowanie nie teges? O, nie.

No więc wzięłam się do roboty i okazało się, że wychodzi całkiem nieźle, tylko właśnie… jest ten… niewielki problem… że ten wilk… to mi wyszedł taki… eeee… jakiś udomowiony chyba, a w każdym razie taki… łagodny i przytulny.

Do kroćset. Zawezmę się i jeszcze kiedyś zrobię coś naprawdę, naprawdę koszmarnego.

A wilk wylądował, o, tu, na tym czarnym notesie z czarnymi kartkami. Trochę słabo widać, że medalion jest złoty, ale ogólnie uważam notes za udany.

wp_20161020_11_23_27_pro

wp_20161020_11_23_38_pro wp_20161020_11_23_58_pro

Wygarnięte,

no, takie to różności. Tu mi został samotny bloczek w kratkę, tu kawałek tektury, tu małe skrawki, ówdzie smętny zeszyt, z którego już ze trzy razy próbowałam zrobić notes. I zrobiłam z nich takie oto trzy sympatyczne notesy – w kolejności, od największego do najmniejszego.

Największy jest oprawiony w piękny szary papier – format zeszytowy, w kratkę, z taką „niepełną” wyklejką, tylko lekko zachodzącą na blok. Na wierzchu przykleiłam wyciętą w grubej tekturze płaską, zwiniętą, śpiącą mysz. A może szczurka, jak twierdzą moi chłopcy. Mysz (albo szczur) jest wydłubany nożem, pomalowany akrylami i polakierowany i wygląda bardzo sympatycznie

wp_20160912_12_42_18_pro

Drugi notesik też jest taki trochę nawinie, ale uważam, że jak na efekt zbierania ścinków po stole wyszedł całkiem sympatyczny – jest nieduży i poręczny,  a ten złoty papier z chryzantemami – och, nie mogę odżałować, że go już zużyłam…

wp_20160912_12_47_05_pro

I w końcu ostatni, no, ten to już miał wersji ze trzy. W końcu go oprawiłam na półmiękko, zrobiłam kwiatowy wzór, przyczepiłam, kurczę, dzwoneczek, a wyklejkę zrobiłam z map. Już bardziej pomieszać się pewnie nie dało, ale mam dość tego draństwa i chciałam je już widzieć wykończone. Jakolwiek 🙂

wp_20160912_12_46_11_pro