Czerwona Księga… no, Książeczka

bo to niewielki notes – połówka zeszytu, ze standardowego papieru 80 g. Oprawiony jest w czerwone, ręcznie malowane płótno i twardą tekturkę. Ma wyklejkę z papieru Pepin, czerwoną satynową zakładkę – i ozdoby złotym tuszem, które ostatnio bardzo mi odpowiadają.

Początkowo chciałam tak tylko machnąć roślinkę czy dwie, ale jakoś mnie ogarnęły uczucia szerokie i burzliwe, a droga wiodła w przód i w przód skąd się zaczęła tuż za progiem, i wyrosło mi tam drzewo, i otworzyły się drzwiczki do hobbitowego domu.

Stąd mój sprytny wniosek, że ten notesik musi być wprost wyładowany inspiracją. Nie mam pojęcia, co dokładnie to spowodowało, ale efekt jest niezaprzeczalny.

Ale  w ogóle domki hobbitów doskonale pasują do notesów.

Odwiedziny w Shire

– to właściwie jak odwiedziny u własnej, lubianej rodziny, prawda? Tolkien stworzył świat, w którym się zawsze będę czuła u siebie i zawsze mi się, w związku z tym, będą zdarzały różne prace nawiązujące do jego twórczości.

Czasami sobie tak myślę, że dobrze, że człowiek nie może przeskakiwać do fikcyjnych światów. Jakbym tak wskoczyła, to pomijając już fakt, że prawdopodobnie w każdym z nich odegrałabym co najwyżej rolę Baby W Chuścinie Uciekającej Bezskutecznie Przed Orkiem Z Toporem, pewnie bym nie wyskoczyła już nigdy. Nawet przy obecnej ograniczonej opcji odrywania się od rzeczywistości czasem mi trudno wrócić. A tak móc odwiedzić Hobbiton? Zajrzeć do Rivendell? No nie, mogłabym mieć problemy z powrotem.

Ale zawsze można sobie Shire przynieść do własnego stołu, na notesiku. O, takim jak te.

wp_20161031_11_09_58_pro wp_20161031_11_09_35_pro wp_20161031_11_09_27_pro wp_20161031_11_09_20_pro wp_20161031_11_09_08_pro wp_20161031_11_08_54_pro wp_20161031_11_08_41_pro wp_20161031_11_08_20_pro

Moje ulubione inicjały,

to oczywiście stylizowane inicjały J. R. R. Tolkiena, te przypominające runiczny znak, którymi Tolkien podpisywał swoje ilustracje i rysunki. Są zastrzeżone przez Tolkien Estate, o ile mi wiadomo, ale zakładam, że do osobistego użytku można je wykorzystywać. A mam na to ochotę bardzo często, muszę przyznać.

Na przykład na tym notesie:

wp_20160916_16_49_55_pro  wp_20160916_16_50_02_pro  wp_20160916_16_49_28_pro  wp_20160916_16_50_45_pro

Nenya, Vilya, Narya, niekoniecznie w tej kolejności

Duży to notes, a4, więc na okładce zmieścili się powiernicy Trzech Pierścieni Elfów. Niestety, za gruba warstwa lakieru trochę mi popsuła Elronda, więc muszę drania jeszcze poprawić, ale pozostali wyszli chyba całkiem znośnie (choć nie filmowo, ale czy zawsze musi być filmowo?).

WP_20160322_12_19_07_Pro WP_20160322_12_19_30_Pro WP_20160322_12_19_38_Pro WP_20160322_12_20_00_Pro

Czy feniks robi ćwir?

Ta myśl prześladowała mnie wczoraj, kiedy dziubałam sobie w fimo z przyjemnością. Nie doszłam niestety do żadnych spójnych i jednoznacznych wniosków, ale za to zrobiłam nieco przedmiotów do wykończenia notesów, i kilka na zapas nawet.

To znaczy zaczęłam od notesu, który mnie od dawna już ciągnął, czyli takiego z hobbickimi drzwiami. Pomalowanymi ślicznie na zielono i tylko czekającymi na jakiegoś wandala Gandalfa (Wandalfa? :D), żeby wydrapał na nich znak laską. A potem wspomniałam na feniksy (to z powodu odrodzenia Gandalfa) i już samo poszło, w stronę feniksa Fawkesa, z mieczem Godryka Gryffindora. Trzeci zaś notes jest trochę normalniejszy, ale o nim opowiem osobno, bo zrobiłam z nim coś kontrowersyjnego, ale wydaje mi się, że ciekawego.

WP_20160321_11_27_47_Pro

Potem (nie bez przygód, bo po drodze nieuważni, a następnie skruszeni, domownicy zrzucili mi ze stołu kafelek z niewypieczonymi figurkami i musiałam dokonywać daleko posuniętych napraw) dorobiłam więcej ptactwa:

WP_20160321_11_28_45_Pro WP_20160321_11_28_55_Pro

A na koniec zostało mi odrobinkę fimo, więc zrobiłam małą – może czterocentymetrową – przypineczkę. A może przyklejankę na mój telefon. Jeszcze nie jestem pewna, ale mi się podoba:

WP_20160321_11_29_07_Pro

Dwa Drzewa

Bardzo lubię, muszę wyznać, kiedy mojemu mężowi psuje się jakieś elektronarzędzie. No, lubię też, kiedy psuje się sprzęt agd. Wtedy ustawiam się grzecznie w kolejce po drut miedziany oraz elementy, na które on tam zwykle bywa nawijany. Jeśli ktoś nie widział, jak wygląda elektronarzędzie w środku, to nie wie, że znajdują się tam złożone w stosik (czasem zlutowane) efektownie wycięte blaszki. Są to genialne rameczki na miniatury – od dawna używam tej możliwości z wielką przyjemnością. W ten sposób ozdobiłam poniższy notes – zrobiłam dwa malutkie obrazki przedstawiające Dwa Drzewa Valinoru, Telperion i Laurelin,  i wprawiłam obrazki w te właśnie blaszki, w tym wypadku pochodzące zdaje się ze starego malaksera. Tak to wygląda:

WP_20160318_09_03_49_ProWP_20160318_09_03_32_Pro WP_20160318_09_04_26_Pro

Inicjały

Jakiś czas temu zrobiłam sobie wisiorek – taki dość zwykły, z lekkiej masy, pomalowany akrylami – ze stylizowanymi inicjałami Tolkiena, które chyba każdy jego miłośnik dobrze zna. Farba trochę się od tej pory wytarła i pomyślałam, że mogłabym znowu zrobić coś takiego, tym razem z FIMO.

W trakcie obróbki widać je było w poprzednim wpisie; teraz są polakierowane, pomalowane i gotowe – trzy medaliony z inicjałem. Są srebrne, a wewnętrzne „kamienie” – lekko marmurkowe. Od spodu podklejone są szarą skórką.

WP_20160215_12_25_51_Pro WP_20160215_12_26_06_Pro WP_20160215_12_26_17_Pro