Dziewczyna z miotłą

Bladofioletowy notes o kolorowych kartkach aż się prosił o kobiecą dekorację. Nawet zakładeczkę ma ażurową w kwiatki – przyznam, że robiąc go z każdą chwilą bardziej nabierałam rozmachu.

No idealnie dla dziewczynki.

Jednocześnie jednak chodziło za mną coś… coś jak Harry Potter i w ogóle cały świat Rowling, na którym uczyłam się przecież fandomowego życia. Tak jest. Harry Potter, i dziewczyna, i notes, z czym też się to może kojarzyć?

Mnie skojarzyło się z Ginny Weasley, jedną z fajniejszych bohaterek tych książek, a jeśli z nią, to i z latającymi miotłami. W końcu specjalność Ginny to gra prowadzona na latających miotłach.

Ten ciąg logiczny doprowadził mnie do powstania poniżej prezentowanego notesu. Fioletowa okładka jest z pięknej tapety od cioci, a ilustrację na okładce zrobiłam akwarelami i olejnymi flamastrami. Wspomniana ażurowa zakładka pięknie pasuje do całości i lubię sobie myśleć, że Ginny Weasley mogłaby sobie, zamiast w podejrzanym notesie z nieznanego źródła, pisać pamiętnik w moim notesie. Jestem prawie pewna, że nie jest przeklęty przez żadnego mrocznego czarnoksiężnika.

Smok głodny być nie może

– i u mnie nie będzie! na tym małym notesiku ma co jeść – obok rysunku na tkaninie srebrnym tuszem przykleiłam trzy szkiełka – kryształkowe, prawda, boróweczki.

Notes jest może mały, ale sympatyczny. Obłożyłam go ślicznym, gładkim materiałem w fioletowym kolorze, a na wyklejkę zużyłam ostatni mój kawałek papieru Pepin z chińskiego zeszytu. Oprawka jest twarda. Jedynym brakiem jest brak zakładki, a to dlatego, że żywcem zapomniałam jej wkleić i zorientowałam się o wiele za późno; ale powtarzam sobie, że jeszcze smok mógłby sobie pomyśleć, że to smycz, a jaki szanujący się smok lubiłby chodzić na smyczy?!

Czy feniks robi ćwir?

Ta myśl prześladowała mnie wczoraj, kiedy dziubałam sobie w fimo z przyjemnością. Nie doszłam niestety do żadnych spójnych i jednoznacznych wniosków, ale za to zrobiłam nieco przedmiotów do wykończenia notesów, i kilka na zapas nawet.

To znaczy zaczęłam od notesu, który mnie od dawna już ciągnął, czyli takiego z hobbickimi drzwiami. Pomalowanymi ślicznie na zielono i tylko czekającymi na jakiegoś wandala Gandalfa (Wandalfa? :D), żeby wydrapał na nich znak laską. A potem wspomniałam na feniksy (to z powodu odrodzenia Gandalfa) i już samo poszło, w stronę feniksa Fawkesa, z mieczem Godryka Gryffindora. Trzeci zaś notes jest trochę normalniejszy, ale o nim opowiem osobno, bo zrobiłam z nim coś kontrowersyjnego, ale wydaje mi się, że ciekawego.

WP_20160321_11_27_47_Pro

Potem (nie bez przygód, bo po drodze nieuważni, a następnie skruszeni, domownicy zrzucili mi ze stołu kafelek z niewypieczonymi figurkami i musiałam dokonywać daleko posuniętych napraw) dorobiłam więcej ptactwa:

WP_20160321_11_28_45_Pro WP_20160321_11_28_55_Pro

A na koniec zostało mi odrobinkę fimo, więc zrobiłam małą – może czterocentymetrową – przypineczkę. A może przyklejankę na mój telefon. Jeszcze nie jestem pewna, ale mi się podoba:

WP_20160321_11_29_07_Pro